Być może moje zdanie nie ma dla większości żadnego znaczenia. Być może to tylko pojedynczy głos, który nie przebije się z tłumu innych. Być może nie wiem wszystkiego o macierzyństwie, kobietach, dzieciach i tym, jak powstaje ludzkie życie. Być może nie mam sumienia. Być może ktoś nazwie mnie mordercą. Być może.

Trochę to trwało. Musiały minąć ponad 2 lata życia we troje bym nauczyła się podróżować z Bąblem komfortowo. Tak, dobrze czytacie. Ów mały człowiek, który pół swojego życia spędził w samochodzie od początku nie miał z nami łatwo. Hartował się wiele miesięcy wyjeżdżając do mieszkających daleko dziadków. Może dlatego zdecydowaliśmy się na tak szalony pomysł, by z dwuletnim smykiem wyjechać na prawie 2 tygodnie do gorącej Italii. 2 tygodnie podróży, wszak siedzenie na tyłkach nie leży w naszej naturze. Jak się okazało – w naturze Bąbla również:)

Zawróciłeś mi w głowie! Rozkochałeś w sobie bez pamięci! Swoim blond włosem, zielonym spojrzeniem i czupurnym śmiechem. Przepadłam! 2 lata później wciąż wpatruję się w Ciebie bez ustanku. Jak wtedy.

Doczekałam się chwili tylko dla siebie. A mój blog odrobiny zainteresowania ze strony autorki. Czuję, jakby nie było mnie tu lata świetlne, co po części jest nawet prawdą. Ale teraz uwaga – nadaję. Nadaję wprost z ‘Białego Domu’. No dobra… Białego domku.

-Tita! Titaaaa!!! – Krzyczy mały, niespełna dwuletni chłopiec wpatrujący się w wybrzeże szerokiej rzeki, na którym zacumowało kilka pasażerskich promów.

- Masz rację Kociaku, to naprawdę ogromny statek! – Odpowiada jego mama, ubrana w lekki miętowy płaszcz, który... kategorycznie obwieścił to, o czym do tej pory cichutko ćwierkały jedynie wróble na Drezdeńskiej gałęzi. Nadeszła wiosna. A z nią pierwszy wiosenny głęboki wdech świeżego powietrza.

Zatrzymuję się na krótką chwilę w szalonym pędzie codzienności. Mój Bąbelek skończył wczoraj 21 miesięcy i przyszedł czas na jakiś pamiątkowy wpis z tej okazji, wszak długo takich u nas nie było (Dobre sobie, jakby były jakiekolwiek inne…). Rok i 3 kwartały - to brzmi dumnie:)

Gdy w grudniu ubiegłego już roku zdałam sobie sprawę z tego, że od blisko dwóch miesięcy moimi jedynymi przeczytanymi lekturami są 4 katalogi IKEA, witryna internetowa producenta desek podłogowych i kilka etykiet kosmetyków stojących na półce w łazience... złapałam się za głowę. Jak doszło do tego, że z mola książkowego w kilkanaście tygodni zamieniłam się w totalną biblioteczną ignorantkę? Jak zwykle wykręcić mogłabym się ‘niedoczasem’ i w sumie byłoby to nawet zgodne z prawdą. Ale nie. Wykręcać się nie zamierzam i biję się mocno w piersi. Wszak czytać lubię, chcę i muszę – dla odpowiedniej higieny umysłu, ale także dla przykładu. Bo pod swym ‘molowym’ skrzydłem wyhodowałam niepostrzeżenie malutkiego miłośnika literatury wszelakiej.

W nowy rok należy wejść z przytupem. Z mocnym postanowieniem poprawy, żalem za grzechy roku ubiegłego i koniecznie z garścią noworocznych postanowień. I chociaż pewnie jestem ostatnią blogerką świata, która 12 dni po nowym roku publikuje poświąteczno-noworoczny wpis... To i u mnie nie było inaczej. W styczeń roku pańskiego 2016 weszłam wywarzając wszelkie możliwe drzwi. Istne wejście smoka smoczycy. 

Jestem i żyję:) Za to blog znalazł się na ostrym zakręcie. To już prawie miesiąc od kiedy opublikowałam cokolwiek nadającego się do przeczytania – przynajmniej w mojej autorskiej opinii. Cierpię na brak czasu i jeszcze większy brak 'chcenia'. W sumie zawsze uważałam, że lepiej mniej a treściwiej, jednak sama zastanawiam się na ile ‘blogowanie’ w ‘wolnej chwili’ ma sens, skoro wolnych chwil u mnie jak na lekarstwo. 

Rozwój mowy to niezwykle ważny proces w życiu dziecka. Umiejętność porozumiewania się ze światem za pomocą słów otwiera zupełnie nowe możliwości. Dzięki nim może w większym stopniu postrzegać i opisywać zarówno swoje przeżycia, jak i świat wokół siebie. Mowa jest tą umiejętnością, której my rodzice poświęcamy z reguły najwięcej uwagi, aktywnie wspierając jej rozwój. Jak dzieci uczą się mówić i słuchać? Jak wspierać rozwój komunikacji między nami a dzieckiem? W tym wpisie mam dla Was wszystko, czego udało mi się dowiedzieć na ten interesujący mnie aktualnie temat:) Wszak z ust mojego dziecka wydobywa się coraz więcej wyrazów, niekoniecznie zrozumiałych dla nas - rodziców:)