Czas się wtedy zatrzymał. Świat obrócił się o 180 stopni. W naszym małym rodzinnym kosmosie zatrzęsła się ziemia. Nasze 2,5 kg niezmąconej radości. Nasz Adasio:) Wszystko powywracał. Wróć. A może właściwie poukładał? Całe 3 lata temu.  O 14:28...



Coś się dzisiaj kończy Bąbelku. Przestajesz być Dzidziusiem, małym chłopcem z rumianymi policzkami i rozmierzwionym włosem. Lada chwila ruszysz w świat. To nasze ostatnie tygodnie sam na sam ze sobą. I trochę żal, że tak szybko rośniesz…



Bądź sobą Kochanie. Śmieszkiem, marudką, naszym fanem pociągów i wozów strażackich, niegrzeszącym cierpliwością malcem i dumnym i upartym chłopcem. Bądź szczęśliwy Bąbelku!

Z mojej krwi
Z mojej kości
Z mojego ciała
Z mojej miłości
Zrodził się świat mój cały
Wspaniały i doskonały.
Odkryłam na nowo życie
Kocham się budzić o świcie
Brak słów, by to opisać
Co czuję w sercu dzisiaj.
Dzisiaj, wczoraj i jutro
Nigdy nie będzie mi smutno
Bo Ciebie mam Adasiu, życie drogie
I zawsze będę przy Tobie!
Za dziesięć lat, za sto, w wieczności
Takiej nie zgubię miłości!
Mój synku mały, wspaniały
Mój uwielbiany, doskonały!

Twoja Mama - Mama Pana Adama:)
Mam za duże łóżko.  Wróć. De facto nie mam łóżka. No to mam za duży materac.  Sporo w nim miejsca od kiedy znów śpimy w nim tylko we dwoje. W zasadzie i tak zajmujemy połowę maksymalnej dostępnej przestrzeni... Ha! Tak można się wyspać, przeciągnąć, zawinąć w kokon z kołdry i przytulić do męża. Tylko że… Jakoś tak pusto! Czy to uzależnienie? Nie! To tylko co-sleeping!

Siedziałam i myślałam. Nic nowego, wszak ostatnio myślę na potęgę. Tego dnia zdarza się to jednak wyjątkowo intensywnie. Moja natura melancholika wychodzi wtedy przed szereg i nie da się ukryć, że gładko przejmuje stery na przynajmniej kilka dni. Rok po roku.

Być może moje zdanie nie ma dla większości żadnego znaczenia. Być może to tylko pojedynczy głos, który nie przebije się z tłumu innych. Być może nie wiem wszystkiego o macierzyństwie, kobietach, dzieciach i tym, jak powstaje ludzkie życie. Być może nie mam sumienia. Być może ktoś nazwie mnie mordercą. Być może.

Trochę to trwało. Musiały minąć ponad 2 lata życia we troje bym nauczyła się podróżować z Bąblem komfortowo. Tak, dobrze czytacie. Ów mały człowiek, który pół swojego życia spędził w samochodzie od początku nie miał z nami łatwo. Hartował się wiele miesięcy wyjeżdżając do mieszkających daleko dziadków. Może dlatego zdecydowaliśmy się na tak szalony pomysł, by z dwuletnim smykiem wyjechać na prawie 2 tygodnie do gorącej Italii. 2 tygodnie podróży, wszak siedzenie na tyłkach nie leży w naszej naturze. Jak się okazało – w naturze Bąbla również:)

Zawróciłeś mi w głowie! Rozkochałeś w sobie bez pamięci! Swoim blond włosem, zielonym spojrzeniem i czupurnym śmiechem. Przepadłam! 2 lata później wciąż wpatruję się w Ciebie bez ustanku. Jak wtedy.

Doczekałam się chwili tylko dla siebie. A mój blog odrobiny zainteresowania ze strony autorki. Czuję, jakby nie było mnie tu lata świetlne, co po części jest nawet prawdą. Ale teraz uwaga – nadaję. Nadaję wprost z ‘Białego Domu’. No dobra… Białego domku.

-Tita! Titaaaa!!! – Krzyczy mały, niespełna dwuletni chłopiec wpatrujący się w wybrzeże szerokiej rzeki, na którym zacumowało kilka pasażerskich promów.

- Masz rację Kociaku, to naprawdę ogromny statek! – Odpowiada jego mama, ubrana w lekki miętowy płaszcz, który... kategorycznie obwieścił to, o czym do tej pory cichutko ćwierkały jedynie wróble na Drezdeńskiej gałęzi. Nadeszła wiosna. A z nią pierwszy wiosenny głęboki wdech świeżego powietrza.

Zatrzymuję się na krótką chwilę w szalonym pędzie codzienności. Mój Bąbelek skończył wczoraj 21 miesięcy i przyszedł czas na jakiś pamiątkowy wpis z tej okazji, wszak długo takich u nas nie było (Dobre sobie, jakby były jakiekolwiek inne…). Rok i 3 kwartały - to brzmi dumnie:)

Gdy w grudniu ubiegłego już roku zdałam sobie sprawę z tego, że od blisko dwóch miesięcy moimi jedynymi przeczytanymi lekturami są 4 katalogi IKEA, witryna internetowa producenta desek podłogowych i kilka etykiet kosmetyków stojących na półce w łazience... złapałam się za głowę. Jak doszło do tego, że z mola książkowego w kilkanaście tygodni zamieniłam się w totalną biblioteczną ignorantkę? Jak zwykle wykręcić mogłabym się ‘niedoczasem’ i w sumie byłoby to nawet zgodne z prawdą. Ale nie. Wykręcać się nie zamierzam i biję się mocno w piersi. Wszak czytać lubię, chcę i muszę – dla odpowiedniej higieny umysłu, ale także dla przykładu. Bo pod swym ‘molowym’ skrzydłem wyhodowałam niepostrzeżenie malutkiego miłośnika literatury wszelakiej.