Zawróciłeś mi w głowie! Rozkochałeś w sobie bez pamięci! Swoim blond włosem, zielonym spojrzeniem i czupurnym śmiechem. Przepadłam! 2 lata później wciąż wpatruję się w Ciebie bez ustanku. Jak wtedy.

Doczekałam się chwili tylko dla siebie. A mój blog odrobiny zainteresowania ze strony autorki. Czuję, jakby nie było mnie tu lata świetlne, co po części jest nawet prawdą. Ale teraz uwaga – nadaję. Nadaję wprost z ‘Białego Domu’. No dobra… Białego domku.

-Tita! Titaaaa!!! – Krzyczy mały, niespełna dwuletni chłopiec wpatrujący się w wybrzeże szerokiej rzeki, na którym zacumowało kilka pasażerskich promów.

- Masz rację Kociaku, to naprawdę ogromny statek! – Odpowiada jego mama, ubrana w lekki miętowy płaszcz, który... kategorycznie obwieścił to, o czym do tej pory cichutko ćwierkały jedynie wróble na Drezdeńskiej gałęzi. Nadeszła wiosna. A z nią pierwszy wiosenny głęboki wdech świeżego powietrza.

Zatrzymuję się na krótką chwilę w szalonym pędzie codzienności. Mój Bąbelek skończył wczoraj 21 miesięcy i przyszedł czas na jakiś pamiątkowy wpis z tej okazji, wszak długo takich u nas nie było (Dobre sobie, jakby były jakiekolwiek inne…). Rok i 3 kwartały - to brzmi dumnie:)

Gdy w grudniu ubiegłego już roku zdałam sobie sprawę z tego, że od blisko dwóch miesięcy moimi jedynymi przeczytanymi lekturami są 4 katalogi IKEA, witryna internetowa producenta desek podłogowych i kilka etykiet kosmetyków stojących na półce w łazience... złapałam się za głowę. Jak doszło do tego, że z mola książkowego w kilkanaście tygodni zamieniłam się w totalną biblioteczną ignorantkę? Jak zwykle wykręcić mogłabym się ‘niedoczasem’ i w sumie byłoby to nawet zgodne z prawdą. Ale nie. Wykręcać się nie zamierzam i biję się mocno w piersi. Wszak czytać lubię, chcę i muszę – dla odpowiedniej higieny umysłu, ale także dla przykładu. Bo pod swym ‘molowym’ skrzydłem wyhodowałam niepostrzeżenie malutkiego miłośnika literatury wszelakiej.

W nowy rok należy wejść z przytupem. Z mocnym postanowieniem poprawy, żalem za grzechy roku ubiegłego i koniecznie z garścią noworocznych postanowień. I chociaż pewnie jestem ostatnią blogerką świata, która 12 dni po nowym roku publikuje poświąteczno-noworoczny wpis... To i u mnie nie było inaczej. W styczeń roku pańskiego 2016 weszłam wywarzając wszelkie możliwe drzwi. Istne wejście smoka smoczycy. 

Jestem i żyję:) Za to blog znalazł się na ostrym zakręcie. To już prawie miesiąc od kiedy opublikowałam cokolwiek nadającego się do przeczytania – przynajmniej w mojej autorskiej opinii. Cierpię na brak czasu i jeszcze większy brak 'chcenia'. W sumie zawsze uważałam, że lepiej mniej a treściwiej, jednak sama zastanawiam się na ile ‘blogowanie’ w ‘wolnej chwili’ ma sens, skoro wolnych chwil u mnie jak na lekarstwo. 

Rozwój mowy to niezwykle ważny proces w życiu dziecka. Umiejętność porozumiewania się ze światem za pomocą słów otwiera zupełnie nowe możliwości. Dzięki nim może w większym stopniu postrzegać i opisywać zarówno swoje przeżycia, jak i świat wokół siebie. Mowa jest tą umiejętnością, której my rodzice poświęcamy z reguły najwięcej uwagi, aktywnie wspierając jej rozwój. Jak dzieci uczą się mówić i słuchać? Jak wspierać rozwój komunikacji między nami a dzieckiem? W tym wpisie mam dla Was wszystko, czego udało mi się dowiedzieć na ten interesujący mnie aktualnie temat:) Wszak z ust mojego dziecka wydobywa się coraz więcej wyrazów, niekoniecznie zrozumiałych dla nas - rodziców:)

Znów nas tutaj mało. Tym razem w kość dają mi jednak zwyczajnie problemy techniczne ze sprzętem, stroną i dostępem do sieci. Na comiesięczne podsumowanie musi być jednak czas i nawet technologia nie jest mnie dzisiaj w stanie powstrzymać:)


Adam Antoni M.
Wiek: 17 miesięcy
Wzrost: 80 cm
Waga: 12 kg
Rozmiar buta: 24 (!!!)
Ilość zębów: 7 (kolejnych trylion w drodze)

Miłośnik filmów przyrodniczych, ze szczególnym uwzględnieniem fauny i flory mórz i oceanów. Wielbiciel motoryzacji wszelakiej, począwszy od roweru, na autobusie i tirze kończąc. Każdy pojazd na kołach wymaga zatrzymania się na spacerze i machania w kierunku kierowcy/pasażerów/kół/przyczepy (niepotrzebne skreślić) póki nie zniknie za horyzontem. Nie gardzi także podniebnymi środkami transportu, pokazując paluszkiem mamie, że o to leci samolot. Lub helikopter. Czasami, gdy usłyszy pociąg – również jego szuka na niebie.

Po 17 miesiącach życia opanował trudną sztukę dawania całusów (z otwartymi ustami, ale twierdzi, że nie rozsiewa żadnych zarazków), skakania po łóżku (póki co wciąż lądując w ramionach rodziców, ale kiedyś pewnie nie zdążą dobiec…) oraz wykonywania układów tańca nowoczesnego (ze specyficzną dla siebie figurą podobną do pozycji dojazdowej Małysza na progu skoczni. Imię wszak zobowiązuje.)

Wciąż nie wiele mówiąc po polsku, biegle posługuje się swoim własnym językiem. W naszej rodzimej mowie można z Adamem spokojnie dogadać się jedynie w kwestii wydawania odgłosów zwierząt. ‘BE’ to przecież baranek,  ‘AU’ to pies, a ‘KO’ – kura zamiennie z kotem. Pozostałe zwierzęta bądź to nie mówią, bądź mówią coś, czego ja chyba nie rozumiem. Wciąż wypowiada słowa ‘MAMA’ i ‘TATA’, często skracając je sobie do ‘MA’ i ‘TA’. Szkoda czasu na więcej głosek.

Stale budzący się w nocy, stale ząbkujący i cierpiący (a chwilami nawet gorączkujący…) doprowadza rodzicielkę do wyglądu zombie, która namiętnie gubi włosy, zasypia nad kubkiem kawy, którego nie zdążyła zacząć i która wciąż nie wie jaki dziś dzień tygodnia. Za to ma czerwone paznokcie, bo dbać o siebie musi i chce. I chyba przez te starania udało jej się w tym miesiącu wyrwać ze swym chłopakiem na randkę:)

Brawo Adam. Brawo Ja:)


Uściski,

K&A
Najzwyczajniej w świecie brakuje nam ostatnio czasu - dla siebie, dziecka, przyjaciół, dla pasji, zainteresowań, dosłownie na wszystko. Mam wrażenie, że gdyby oddychanie nie było odruchem czysto bezwarunkowym to i na to byłoby tego czasu zwyczajnie za mało. Jestem ostatnio trochę jak chomik przebierający nóżkami na swojej ‘bieżni’, który za bardzo się rozpędził i niechybnie zaraz zgubi na niej nogi. Obym ja tych nóg chociaż nie zgubiła, bo głowa przepadła już gdzieś dawno.