Dla kogo to dziecko rośnie?

By czwartek, lutego 12, 2015

Matka Natura to jednak zła kobieta była. Podstępna intrygantka, która musi postawić na swoim. Nie wiedzieć czemu zawsze chce, by to JEJ było na wierzchu. Za nic ma opinie twoją, babki, sąsiadki. Typowa kobieta -  musi mieć rację.


Przygotowujesz się 9 miesięcy do roli tak innej od dotychczasowych, słuchasz mądrych rad mamy, położnej, lekarzy, a nawet internetów. A tu bach! – rodzisz potomka i co? I tak ufasz TYLKO swojemu instynktowi…

Mój początek ciąży to raczej historia z cyklu ‘no tak, mam dziecko w brzuchu, ale urodzi się za trylion lat’. Niby JA sobie z czymś nie poradzę?! Urodzę i wychowam – podejście zadaniowe powinno przynieść sukces jak zawsze.

 Lecą miesiące, praca zawodowa cały czas zajmuje sporo czasu, do tego fitness na siłowni, uczelnia w weekendy, obowiązkowe wizyty u rodziców rodzonych i rodziców-in-law w innych miastach Polski. Ni z tego ni z owego mija siódmy miesiąc ciąży. Nonszalancja powoli ustępuje miejsca zdenerwowaniu, by to szybko przeistoczyło się w sporych rozmiarów panikę. Przecież ja nie wiem jak się dziecko trzyma na rękach! A jak upadnie i się połamie? No nawet jeśli jakimś cudem nie, no to na pewno ‘zepsuje’ mu jakąś część ciała przy zakładaniu ubranek… A te pieluszki? To gdzie w zasadzie mają przód a gdzie tył? Chciałoby się krzyczeć o jakiś ratunek, ale mały szkrab uciska akurat na przeponę i nie możesz nawet złapać powietrza…

W tym momencie pojawia się złote hasło stulecia. Phi! Hasło milenium chyba! INTUICJA! Fakt, czasami zamiennie używane ze słowem ‘instynkt’. Każda próba wyżalenia się, że ja sobie na pewno nie poradzę, nie będę wiedzieć jak, bo ja się nie znam, nie próbowałam, to za trudne i na pewno coś małemu Adasiowi zepsuję, kończyła się wymianą zdań w stylu: -Nie martw się, będziesz wiedziała tak sama z siebie. -Ale jak? -No…intuicyjnie!... Seriously?! Jeszcze czymś chcecie wkurzyć przeładowaną hormonami ciężarną?


Przyszedł na świat Malutki i pierwsze 2 tygodnie swojego życia spędził na wpatrywaniu się w mamę wiszącą na telefonie (w końcu można długo gadać jeśli karmienie piersią trwa 2 godziny...) Dosłownie kilka razy dziennie dzwoniłam do mojej mamy, a Adasiowej babci z milionem pytań. Do czasu. Minął pierwszy szok, emocje zaczęły opadać, a ja zauważyłam, że nasze rozmowy o wiele częściej przyjmują formę mojej opowieści o tym co u nas słychać, niż zadawania pytań o małego. Co więcej, komputer też jakby odzyskał pierwotne przeznaczenie. Internet przestał być poradnikiem ‘okołodziecięcym’, a znów służył do oglądania filmów, słuchania muzyki i czytania wiadomości. No dobra, mąż mi je czytał, albo raczej streszczał w 3 sekundy.

No więc macie mnie! Ok, mam ten instynkt, nie wiem skąd się bierze, nie wiem kiedy powstaje, ale jest. Radzę sobie bardzo dobrze, moje ukochane dziecko rośnie, jest zdrowe i zadowolone. W pewnym momencie życia Adasia złapałam się po prostu na tym, że rozumiem go tak, jak nie rozumie go jego tata, babcia, dziadek czy lekarz rodzinny. Znam jego upodobania, jego temperament. Mam milion wątpliwości, często chce mi się płakać, bo nie wiem co robić, a gdy ma wysypkę to panikuję jakby świat się walił. Ale co rusz powtarzam sobie, że przecież mama wie najlepiej co jest dobre dla jej dziecka.

Więc dlaczego od ośmiu miesięcy wciąż zdarza mi się słyszeć od ludzi mnóstwo komentarzy: to dziecko tak lekko ubrane! A gdzie ma czapeczkę?! Dlaczego nie ma rękawiczek w środku zimy? Czemu go męczę i wpycham się z nim do autobusu KZK GOP lub MPK Kraków? Dlaczego mały nie je biszkoptów? Nie pije soków? Nie sika do nocnika? Nie siedzi? Nie tańczy? Nie recytuje?! Litości!

Miesięczny szkrab w ogrodzie u dziadków - tak, w lipcu bez czapki:)
Tak wiem, jestem już mamą pełne osiem miesięcy, powinnam się już przyzwyczaić. Mam to szczęście, że rodzice szanują nasz sposób obchodzenia się z dzieckiem i nie ingerują w to, jak się nim zajmujemy. Być może dlatego wciąż razi mnie, gdy komentarze padają od obcych ludzi. Tu pojawia się pytanie natury filozoficznej: dla kogo ja wychowuje moje dziecko? Skoro społeczeństwo wie lepiej jak powinnam to robić? Po pierwsze mam ogromną świadomość, że mój syn nie jest moją własnością. Chcę wychować Adasia tak, by wiedział że sam może o sobie decydować, by wiedział, jakie ma prawa, obowiązki no i że jest odrębną jednostką niż mama. Chcę więc pamiętać, że wychowuję go przede wszystkim dla niego samego, żeby był szczęśliwym człowiekiem. Ale z racji tego, że będzie częścią społeczeństwa (co ja mówię, już jest!), wiem, że powinnam pamiętać też o jego przyszłych kolegach, nauczycielach, dziewczynach, rodzinie. Za kilka lat nie będziemy z K. jedynymi osobami mającymi na niego wpływ. Szczerze mówiąc już teraz zdaję sobie sprawę, że nie jest on tak duży jak myślałam (gdy piszę tego posta mój syn po raz 10 z uporem maniaka pełznie do głośników taty i próbuje wypiąć z nich cieniutkie kabelki… A matka może sobie mówić, że nie wolno ^^). Ale póki co to my jesteśmy za niego odpowiedzialni, to my mamy władzę rodzicielską (choć nie znoszę tego określenia), dbamy o jego rozwój, bezpieczeństwo.

Żeby nie było - w listopadzie już czapkę nosił:)
Jasne, że nie na wszystkim się znamy. Jasne, że nie jestem i na pewno nie będę idealną mamą. Ale ja nie mówię przechodniowi na chodniku, że ma ubrać rękawiczki, bo jest zima. Nieważne ile ów przechodzień ma lat. Jeśli mój syn nie nosi rękawiczek to być może jest ku temu powód. Nie idzie sam ulicą (no umówmy się, że raczej w ogóle nie idzie, co najwyżej jest pchany lub niesiony...), ale z mamą, która nad nim czuwa. Nie mówię też, że popieram znieczulicę i godzę się, by nie reagować, gdy dziecku dzieje się krzywda, ale to temat na inną dyskusję. Więc skoro rzekomo mam tę intuicję czy instynkt to można mamie brzdąca zaufać i pozwolić decydować o tym czy karmię go miesiąc czy dwa lata, czy wożę we wózku czy noszę w chuście. O wszystkim co dotyczy mojego potomka. Przynajmniej póki ten nie nauczy się mówić... Wtedy pewnie to on zacznie rozstawiać wszystkich po kątach, a jakaś dobra ciotka w sklepie czy na przystanku znajdzie sobie nowy powód, by udzielić mamie złotej rady wychowawczej.

Zdjęcie: someecards.com
Samodzielna i z wciąż wykształcającym się instynktem macierzyńskim,
K.


Zobacz również

0 komentarze