38 weeks in&out

By poniedziałek, marca 02, 2015

Tadam! Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak, ale stało się – mamy swój mały jubileusz. Adaś kończy dzisiaj 38 tygodni, a to oznacza, że połowę swojego życia spędził już po drugiej stronie brzucha. Tej ładniejszej stronie of course. Porównania tych dwóch okresów same cisną się do głowy. Jestem już mamą tak długo jak długo przyszło mi na ‘mamowanie’ czekać. 

Chociaż bardzo walczę, by w naszym wspólnym życiu nie zapomnieć o samej sobie to tak naprawdę nie pamiętam już dokładnie jak to jest mamą nie być. Łapię się na tym, że wracając od dentysty i biegnąc na uciekający autobus odkrywam, jak szybko można się przemieszczać bez wózka. Albo jak lekka jest moja torebka, którą postanowiłam odchudzić o cały asortyment mojego syna, niepotrzebny na zeszłotygodniowym spotkaniu z koleżankami z liceum. 


Bycie mamą weszło mi w krew, stało się jak oddychanie. Mimo tego, że czasami czuję się jakbym stała obok siebie, że zmęczenie powoduje, że zasypiam na egzaminie z rachunkowości, że z roztargnienia pod prysznicem na głowę wylewam mleczko nawilżające zamiast szamponu, to chcę być mamą bo lubię ten stan. A nawet gdy lubię go mniej i uciekam na godzinę czy dwie, by wypić kawę bez stwora usiłującego wcisnąć mi drewniany klocek do mojego nosa, to wracając do domu już tęsknie za tymi wielkimi oczami i sterczącymi włosami na jego głowie. Lubię go mieć blisko. Gładzić po włosach, gdy zasypia, stroić z nim miny przed lustrem i turlać się po podłodze. Lubię, gdy łapie mnie za szyje, gdy chce się przytulić lub gdy kurczowo trzyma się mojej bluzki, bo czegoś się przestraszył.

Tak, te 38 tygodni w wersji 'out' pozwoliły mi odkryć jak dobrze mi z nim. Jak wiele szczęścia mu w życiu zawdzięczam. Jak mocno kocham:)


Zakochana K.




Zobacz również

0 komentarze