Ja i ty sprzed lat

By wtorek, marca 24, 2015

Ona. Roześmiana, pełna energii, w szpilkach i letniej sukience w kwiatki. On. Sypiący dowcipami na lewo i prawo, z jaśniejszymi włosami od słońca i uroczymi wypiekami na policzkach. Oboje przytuleni, rozgadani. Jak to oni. Na swojej ulubionej barce na Wiśle czekają na zachód słońca i upragnioną ochłodę po upalnym dniu. Rozmawiają, bo to lubią robić najbardziej. Być. Ona i on to my. Ja i ty. Sprzed lat.


Telewizyjna reklama głosi, że mamy nie biorą chorobowego. Nie biorą też urlopu, nie odbierają godzin nadliczbowych ani wolnych dni za pracę w weekendy. Mi jednak udało się uszczknąć 4 i pół godziny wolnego. Tylko dla mnie i dla K. W ostatnią sobotę znowu siedzieliśmy nad Wisłą, piliśmy kawę i gadaliśmy jak kiedyś. I jak wtedy – znowu mieliśmy za mało czasu.

‘Dawniej to było życie’ . Tak sobie żartujemy czasami wspominając jak było nam dawniej we dwoje. Po studencku, tak zwyczajnie, im prościej i taniej tym lepiej. Nie potrzebowaliśmy wiele, nie jeździliśmy po świecie, nie mieliśmy ochoty na drogie rozrywki. Potrzebowaliśmy tylko siebie. Chodząc po górach, spacerując w deszczu po Krakowie czy jadąc na wakacje pociągiem – zawsze mieliśmy o czym rozmawiać. Nasze randki to ciągła paplanina jednego lub drugiego, a czasami obojga naraz. Potrafiliśmy siedzieć do 5 nad ranem i to nic, że na 8 trzeba na uczelnie, a później do pracy. Tak nam było szkoda zasnąć i stracić ten moment. Tę naszą chwilę.

Odkąd urodził się Adaś wyszliśmy bez niego (tylko i aż) dwa razy. Nie mieszkamy w domu wielopokoleniowym, sami zajmujemy się synkiem, więc wszystko robimy razem z nim: zakupy, sprawy urzędowe, podpisanie papierów w banku, nawet randki. Zawsze we troje. Z tym większą niecierpliwością czekałam na tę sobotę. A. zaopiekowany (ciocia rulez:)) a my w miasto. Tak niewiele nam trzeba było, raptem kawa, kino i spacer a ja odzyskałam na kilka chwil swojego chłopaka. Nie chcę widzieć w nim tylko taty dla A. Tęsknię za tymi chwilami tylko we dwoje, kiedy rozmowy nie przerywa szarpanie za włosy, huk przewracanego krzesła czy płacz z powodu rozciętego policzka na plastikowej wywrotce.  

Korzystamy jak umiemy. Wieczory spędzamy na podłodze przy aneksie kuchennym, jak najdalej od łóżeczka Małego. Wino otworzone zanim A. pójdzie spać (przecież hałas go obudzi), zapalone świece (wszelkie sztuczne światło też go obudzi), muzyka płynąca z laptopa przez słuchawki (muzyka bez słuchawek bankowo również go obudzi) i niehałasujące zdrowe przekąski (chipsów nie jemy, chrupanie chipsów także go obudzi). Można by rzec, że nawet nasze rozmowy są bardziej romantyczne, bo tylko i wyłącznie szeptane;)

Mimo tego, że ‘jakoś’ dajemy radę to te 4 i pół godziny były dla mnie bardzo ważne. Nie chcę nas zaniedbywać, chciałabym by K. wracał do domu chętnie, nie tylko dla syna ale też dla mnie. I nie wiem jak to zrobić, ale chciałabym, by tych godzin tylko dla nas było trochę więcej. Trochę częściej.

Dobrze nam jest we troje. Kochamy to co mamy i to jak wygląda życie w tej naszej małej komórce społecznej. Jeśli ktoś zapytałby mnie o czym marzę to ostatnio mam tylko jedno marzenie: sprężyć się jeszcze bardziej i jeszcze lepiej gospodarować danym nam czasem. Czy się w ogóle da? Nie mam innego wyjścia jak w to wierzyć, bo w przeciwnym wypadku musiałabym przyznać, że już nigdy nie pójdę z mężem na randkę, zapewne nie wrócę do pracy, utkniemy w tej kawalerce na całe życie no i syna wychowywać będę sama, bo tata musi pracować. Musi się więc udać. Codziennie coraz mocniej trzymam za nas kciuki.

Mama Pana Adama

Zobacz również

0 komentarze