O raczkującym BLW

By poniedziałek, marca 16, 2015

Marzyło się wam kiedyś, że wasze dziecko kocha warzywa i owoce? Że ze smakiem zjada zdrowy obiad i woła ‘mamo jeszcze’? Mi tak i początkowo wszystko szło idealnie. Dzisiaj o tym jak rzeczywistość potrafi rozminąć się z oczekiwaniami.


Adaś jest MLEKOLUBEM. Nie ważne czy pił mleko mamy czy teraz pije mleko modyfikowane – na widok butli podnosi ręce do góry i otwiera dziubek niczym ptaszek czekający w dziupli na mamę ptaszycę. Problem polega na tym, że jego dieta głównie na mleku się kończy. No właśnie, czy to w ogóle jest problem?

Zacznijmy od początku. W wieku około 5 miesięcy A. zaczął mieć problemy ze skórą. Na tyle niewielkie, że za winowajcę uznano wyżynające się zęby i ciągłe pchanie wszystkiego do ust (zmiany skórne pojawiły się właśnie wokół ust i na policzkach). Niestety gdy ‘problem’ pojawił się również na rękach i na nóżkach A. trafił do alergologa, który stwierdził AZS, czyli Atopowe Zapalenie Skóry (o tym niebawem na blogu, stay tuned!), spowodowane zapewne jakimś pokarmem. Jakimś – A. dostawał wówczas niewiele – mleko modyfikowane, kleik ryżowy, marchewkę, ziemniaka i brokuły. Wszystkie warzywka zjadał bardzo chętnie – w formie przecieru zrobionego przeze mnie lub ze słoiczka. W końcu tak standardowo rozszerza się niemowlęcą dietę. Krok po kroku, obserwując reakcję dziecka. U nas tych reakcji nie było i tu nagle po miesiącu jakieś kropki na buzi. Koniec końców z diety A. zostały wyrzucone wszystkie pokarmy i zostało wprowadzone mleko dla alergików. Poprawa następowała na krótko po zastosowaniu różnych specjalistycznych maści, a po skończeniu leczenia wszystko od nowa. Alergolog miesiąc temu stwierdził brak związku między pokarmami i AZS i zezwolił na powrót innych posiłków niż mleko. I tu pojawia się problem: Adaś odmówił przyjmowania czegokolwiek z łyżeczki. Zjada w ten sposób jedynie kaszkę przyrządzoną na mleku i to wszystko….

Co robi wobec tego mama Adama? No panikuje, jak to ona:) Ale również jak to ona jedynie krótką chwilę. No bo tak – patrząc na stare schematy karmienia dzieci to A. w wieku 8 miesięcy powinien jeść już zupy, zmiksowane owoce, pewnie jakieś jajka, mięso, ryby… A tu ciągle mleko i tylko mleko. I to w dodatku nie moje! Sacrebleu!!!

No więc bliska płaczu, że nie umiem nakarmić swojego potomka (chociaż przyznać trzeba, że chyba mu nic nie brakuje, bo na mizernego nie wygląda:)) natknęłam się na informacje o BLW. Co do diaska?! BLW czyli Baby Led Weaning, a po polsku Bobas Lubi Wybór. To metoda żywienia dzieci, w której tylko one decydują ile i czego zjedzą, ponieważ dajemy im ten wybór. Dziecko siedzi sobie na krzesełku bądź kolanach rodzica i pakuje do pyszczka to wszystko co da mu mama. SAMO pakuje! Słowo klucz:) Brzmi znajomo? No tak, w sumie nie wiedząc o tym, wiele mam (i ja też) stosuje taką metodę intuicyjnie, ale zazwyczaj równolegle z papkami i nie codziennie. A to do łapki dostanie maluch piętkę chlebka, a to kawałek cukinii czy różyczkę brokuła. Tylko jak to dziecko – zamiast jeść, głównie się bawi i rozgniata palcami. No więc pakujemy mu zaraz do buzi zmiksowaną zupkę jarzynową, no bo przecież zalecenia tak każą…

No właśnie – zalecenia. Okazuje się, że niekoniecznie. Najnowsze schematy żywienia niemowląt (to już brzmi źle! Czemu dziecko ma jeść według schematu?!) mówią o tym, że mleko jest podstawą żywienia dziecka w pierwszym roku życia (także MM). Każdy dodatkowy posiłek ma służyć nauce i przyzwyczajaniu do nowych składników. Czemu więc nie umożliwić dziecku swobodnej nauki poznawania faktur, kolorów, zapachów? Grzebanie palcami w talerzu, w którym jest makaron, kolorowe warzywa o różnych kształtach, kawałek mięsa – to wszystko smakuje inaczej, no a w zmiksowanej zupce dziecko tego nie dostrzeże. Co więcej, nie nauczy się gryźć, przeżuwać i kontrolować głodu i uczucia sytości. No dla mnie wszystko super. Tylko jak to się sprawdza w praktyce?

Bardzo opornie i bardzo powoli. Tak mogę podsumować nasze ostatnie 3 tygodnie z BLW. A. nie dostaje już zmiksowanych zupek, bo nie zamierzam mu fundować jakiejś żywieniowej traumy. Codziennie, zazwyczaj 2-3 razy dziennie siadamy oboje do stołu (czasami jeszcze z tatą) i jemy posiłek razem. JEMY to może zbyt odważnie użyte słowo:) Na talerzach mamy to samo, tak by A. mógł widzieć, że mama nie gardzi tym co funduje jemu. Warzywa w słupki, różyczki, mięso pokrojone w kawałki, makaron, kasze uformowane w kulki. Popołudniu owoce pokrojone na kawałki. Zdrowo, różnorodnie, bez cukru i soli.

Pierwsze dni były dołujące, bo Adaś nic a nic nie wziął nawet do ręki. No załamka, wszyscy rozpisują się jak to pięknie metoda działa, jak dzieci wsuwają obiad a moje dziecię nawet nie spojrzy i już chce wstawać. W kolejnych dniach zaczęła się zabawa – A. podszedł do oferowanych przez mamę produktów dość destrukcyjnie – potraktował je miażdżeniem, zgniataniem, rozrzucaniem. Załamka po raz drugi. Zwątpiłam w słuszność metody, ale z uporem maniaka codziennie powtarzamy próby. Kilka dni temu zobaczyłam jednak światełko w tunelu – Adaś chwyta kawałki jedzenia i wkłada do ust. Trochę sobie ‘podziamdzia’, trochę poliże, trochę wypluje. No dalej nie je, ale czasami przypadkowo coś do brzuszka wpadnie. Wczoraj zainteresował się szpinakiem, który serwowaliśmy sobie na obiad, a w kawiarni ukradł mamie z talerza kawałek pomarańczy. Nie wiem dokąd to zmierza i czy się w ogóle uda? Postawiliśmy wszystko na jedną kartę no i zobaczymy. Może w końcu nasz Bąbel odkryje, że można napełnić brzuszek tym co ma na talerzu.

BLW w przeciwieństwie do Adama weszło u nas w fazę raczkowania. Adaś woli ćwiczyć skakanie przy szczebelkach łóżeczka. Jak zwykle na opak:)

Uściski,

Głodni i wciąż przed obiadem K&A.

Zobacz również

3 komentarze

  1. podziwiam Cię za upór i rozsądek. ja juz bym pewnie dała za wygrana..tym bardziej że Róża pogardziła mlekiem w wieku 3 miesiecy i musialam ją karmić przez sen...terz się ciesz, że je normalne, nasze jedzenie. gotuje różne zupy, mroże w słoiczki. drugie dania je takie jak my. i kaszki lubi uff.
    pozdrawiam*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja, od kiedy zaczęło sie u nas rozszerzanie diety, trochę sie martwiłam, źe nie do końca nam to idzie. Jaśmina jest bardzo mlekolubna i choć zje zupkę, to woli zdecydowanie bardziej mleko. Cały czas jednak tkwię uparcie przy tym, że przez ten pierwszy rok spokojnie moje mleko ma byc dla nueh podstawą. Teraz zaczynamy z blw, zobaczymy, jak nam pójdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justyna... moja mała... hahahah... też JAŚMINA... :D również głównie gustuje w mleku. Fakt, niestety z różnych przyczyn, modyfikowanym. Inne pokarmy, tak jak wyżej. Coś, tam poliże, coś tam podziamdzia... Do brzucha, jak na razie niewiele pakuje. Ma 7 miesięcy.

      Usuń