O strachu

By wtorek, marca 31, 2015

Pojawił się już w trzecim miesiącu ciąży, gdy K. zachorował na półpasiec. Przerażona faktem, że nie chorowałam na ospę w dzieciństwie i coś złego może stać się mojemu dziecku, zesłałam się na czterodniową dobrowolną banicję do moich rodziców. Już wtedy wiedziałam, że wraz z narodzinami maleństwa pojawi się strach o jego zdrowie i życie. Nie myliłam się - był, jest i będzie.
Zdjęcie: pinterest

To chyba po prostu część rodzicielstwa. W pakiecie z noworodkiem dostajemy niepisaną umowę, gdzie drobnym druczkiem obok małej gwiazdki ktoś naskrobał: ‘Nieprzespane noce są częścią kontraktu i nie podlegają reklamacji’. I bynajmniej nie chodzi tutaj o kolki, ząbkowanie czy harce maluchów o 3 nad ranem. To pikuś przy całym ogromnie lęków, jakie chowają po kieszeniach matki i ojcowie. Lęki które – jak patrzę na rodziców moich lub K. – nie kończą się wraz z wyfrunięciem dzieci z domu.

Boisz się więc permanentnie. O to czy dobrze przybiera na wadze, a potem czy nie za szybko. Czy wreszcie przekona się do jedzenia, które mu proponujesz, by gładko przejść do strachu o to, czy się nim nie zakrztusi. Czy za mało nie śpi w ciągu dnia, bo jak to tylko godzinę? A zaraz potem czy nie jest chory, bo nagle zaczął spać cztery…

Choroby. To coś co absolutnie mnie przeraża. Wystarczy myśl o wciąż niezidentyfikowanej alergii, bym nagle straciła dobry humor. Mam jednak to szczęście (i tu stukam w niemalowany blat stołu), że moje dziecko cieszy się dobrym zdrowiem. Pomimo przyjścia na świat w iście gwiazdorskim stylu, wśród tłumu gapiów w blasku lamp na katowickiej porodówce – zakończył swoją ‘holiłódzką’ produkcję pt. ‘Jak przyszedłem  na świat’ z całkiem niezłym ‘happy-endem’. I ciesząc się faktem jak świetnie sobie radzi po drugiej stronie brzucha, liczę się z tym, że kiedyś w życiu dopadnie go grypa, złamie rękę grając z kolegami w piłkę lub podbije oko (sobie lub komuś^^). Im później jednak tym lepiej:)

Takie myśli kotłują się gdzieś w tylnej ścianie mojej głowy i na szczęście niezbyt często udaje im się zapanować nad moim zdroworozsądkowym (mam nadzieję) myśleniem. Bo ja nie chcę być matką, która zabrania dziecku wyjść na drabinki w obawie, że z nich spadnie. Taką, która wmusza w dziecko siłą warzywa, bo tylko wtedy będzie zdrowe. Chcę pozwolić mu pójść na klasowe ognisko, nawet jeśli całą noc będę zastanawiać się czy cały wróci do domu. Chcę, żeby mój syn ‘próbował’ życia do oporu. Żeby czerpał pełnymi garściami z tego co w nim najlepsze, najfajniejsze. I wreszcie żeby miał okazje podejmować samodzielne wybory i uczyć się na postawie ich konsekwencji. To bardzo trudne pozwolić na to dziecku – znaleźć granice w samodzielności tych wyborów na kolejnych etapach życia. Tak uchylać mu poszczególne drzwi, żeby mógł spokojnie przez nie przejść – nie wyważając ich z hukiem i nie przycinając palców, gdy postanowi któreś zamknąć.

Teraz, gdy mój Bąbelek robi się coraz bardziej samodzielny i coraz bardziej mobilny boję się o niego jeszcze bardziej. Co chwilę słychać w naszym domu płacz, bo Malutki rąbnie głową o parkiet, bo właśnie wspinał się na swojej wywrotce, która niestety na jego nieszczęście ma kółka. Staram się zabezpieczać przestrzeń wokół niego tak, by nie było w niej ostrych kantów i niebezpiecznych przedmiotów. Nie mogę jednak wpadać w paranoje i założyć mu na głowę kask a podłogę wyłożyć folią bąbelkową. Upadki to część nauki i chociaż trudno mi na to patrzeć, wiem że są elementem życia.

Pewnie wiele razy zdarzy się tak, że Adaś będzie się czegoś bał. Coś będzie go boleć, ktoś mu ‘przyłoży’ na podwórku, nauczyciel w szkole powie o dwa słowa za dużo albo A. powie o trzy więcej nauczycielowi. Chcę, żeby mój synek widział wtedy, że jego mama się nie boi. Żeby wiedział, że ona jakoś temu zaradzi, wyjaśni, da radę rozwiązać problem. Czy będzie umiała? Będzie musiała:) Strach nie jest dobrym doradcą. I zamierzam go okiełznać i schować w tej kieszeni jeszcze głębiej. Bo tak całkiem się go pozbyć – chyba się nie da.


Drżąca na widok Adama wspinającego się obok roweru stacjonarnego,

Kasia

P.S. Dobrze, że A. ma na głowie pokaźną fryzurę. Całkiem nieźle zasłania jego siniaki zdobyte podczas trudnej i żmudnej nauki samodzielnego chodzenia:)

Zobacz również

0 komentarze