Miejsce na ziemi

By czwartek, kwietnia 30, 2015

Nie mogłabym chyba zostać globtroterem. Wiecie, takim co jego domem jest cały szeroki świat. Kocham podróżować i chcę to robić jak najczęściej i jak najwięcej. Mój problem jest jednak taki, że za mocno przywiązuję się do pięknych miejsc.


Moja miłość do Krakowa jest zrozumiała, chociaż nie do końca oczywista. To takie szorstkie uczucie – mocne, ale niepozbawione krytycznych uwag. Jak się nie wkurzać na smog, krzywe chodniki czy ‘parking’ na Alejach w piątkowe popołudnie? No nie da się. Dla równowagi emocjonalnej w moim sercu znajdują się też Katowice. Brzydsze, brudniejsze a jednak moje:) Półtora roku wystarczyło, bym  pokochała ich urok a kilka miesięcy mieszkania w Krakowie – bym za Śląskiem zatęskniła. Jest też Rzeszów, który na swój sposób polubiłam i pewnie jeszcze kiedyś opowiem za co. Mimo swoich wad, które czasami przyprawiają mnie o mdłości – da się go lubić:) Nie da się ukryć, nosi nas po Polsce:) Ba! Po świecie też już trochę zaczyna. Plan na emeryturę mamy gotowy, nic tylko szukać sponsora, który zechce wybudować nam piękny dom z białymi okiennicami i czerwonym dachem pod murami starego miasta w Dubrowniku. Gadanie? Jeszcze zobaczycie:)

Do emerytury jeszcze daleko:) Póki co krążymy między miastami, wioskami, wiecznie na walizkach.  Cygańska rodzina w rumuńskim samochodzie (dosłownie!) z ‘betami’ upchanymi w bagażniku po dach. To my:) I czas powiedzieć sobie ‘stop’. Oboje z K. jesteśmy zmęczeni. I też chcemy mieć swoje miejsce na ziemi. Pora zakończyć wędrówkę ludów koczujących i rozpocząć swoją nową erę. Zakotwiczyć się… czy coś w ten deseń:)

Mamy już to miejsce – i mam wrażenie, że chyba żadnego mocniej nie kochaliśmy. I nie chodzi tu tylko o mnie, ale może przede wszystkim o K.? Żebyście widzieli jego oczy, gdy jedziemy ‘do nas’ – świecą się tak tylko w wyjątkowych okolicznościach:)


Dwie sąsiadujące ze sobą wsie nieopodal podkrakowskiej Wieliczki są tym moim miejscem na świecie. Tu nam jest dobrze. W jednej urzędują rodzice. W moim rodzinnym domu zawsze coś się dzieje. Mama szaleje w ogródku. To ten typ kobiety, która nigdy nie siedzi. Stąd jej figura – lepsza od niejednej dziewczyny z ogólniaka;) Magnolie, tulipany, truskawki – zaopiekowane na medal. Jeśli nie wiecie, jak trafić do tego domu… poznacie z daleka:) Ten w kolorach czerwonych róż, soczystej zieleni brzóz, żółciach, pomarańczach i błękitach kwiatów kwitnących tuż pod oknami jadalni. Powiedzieć o tym miejscu ‘ogród botaniczny’ wcale nie będzie przesadą.

Gdzieś między kwiatkami chowa się zwinięta w kulkę postać. Nie widać jej, ale nie dajcie się zwieść – gdy się wyprostuje zobaczycie wysokiego przystojnego faceta. To mój tata:) W gąszczu krzaczków i rabatek wojuje z kretem. Coś tam mruczy pod nosem, jak nie cierpi tego stworzenia i wysłałby go chętnie rakietą w kosmos. Gdy aktualnie z nim nie walczy na pewno wymyśla jak postawić lampy ogrodowe, które (SAM!) właśnie wykonuje. To obok mojej mamy najbardziej pracowity człowiek na świecie, jakiego znam. I nie ważne, że musi sobie czasami pomarudzić – i tak jest super;)

Jest też drobna i uśmiechnięta dziewczyna. Niewiele młodsza i mniejsza ode mnie, ale śmiało moglibyście dać jej 15 lat. To moja siostra:) W poprzednim wcieleniu na pewno była kotem – potrzebuje dużo miłości, ale lubi chodzić własnymi ścieżkami. A gdy ma muchy w nosie to nawet prycha jak czterołapek;) Jeśli aktualnie nie chichra się leżąc na trawie łaskotana przez swojego ‘fiance’ (to dopiero ciekawa osobowość;) to ‘mizia’ po futerku naszą Kicię. Tak – kot w domu to też jej zasługa:)


Do tej całej ekipy dołączamy w weekendy my. Siedzimy w ogrodzie całą siódemką:) Nie ma u nas w domu w tym czasie telewizji, poczty elektronicznej, blogów, telefonów… Jesteśmy my i celebracja wspólnej chwili. Rozmyślamy, jaką nalewkę zrobimy w tym roku, bo tej porzeczkowej z zeszłego lata było zdecydowanie za mało:) Rozmawiamy o górskich szklakach, które znowu musimy odwiedzić, bo niektóre z nich już dawno nas nie ‘nosiły’. Adaś kręci się pod naszymi nogami, ciągnie wujka E. za nogawkę spodni lub łaskocze ciocię po lewej stopie. Mój tata krzyczy, że ‘gorąco, chodźmy do cienia’. Mama za to, że ‘strasznie zimno, przenieśmy się z grillem do słońca’. A mój K. śmieje się z nich pod nosem, wiedząc, że za tydzień, za rok, za 20 lat będzie tak samo. Znowu będzie dokuczał mojej mamie, a ta odwzajemni się kąśliwym żartem. No nie da się zaprzeczyć, kochają się;) Wszystko kiedyś będzie takie same, bo tak jest dobrze. Po naszemu. Constans. Chwilo trwaj.


***
Kilometr dalej w prostej linii w małym brzozowym lasku jest kawałek niewielkiego pola. Kocham taką ciszę jak tam. Nie głuchą, ale taką z szumem wiatru między gałązkami drzew i ze śpiewem ptaków. Tam jest nasze miejsce. Tam będzie nasz dom. Nie wiem kiedy:) Za rok, za dwa, za dziesięć? Kiedyś będzie:) Skończy się podróżowanie, wreszcie wypakujemy nasze torby, wreszcie kupimy swoje szklanki a nasze pamiątki, albumy, rodzinne bibeloty trafią na właściwe sobie miejsce – do naszego domu. Czy można chcieć czegoś więcej? Mieć swój kawałek podłogi? Mając wszystkich, których się kocha obok siebie? Tam się zestarzeję:) Tam wychowam A. i może jego brata lub siostrę. Z tym miejscem, z tymi dwoma wioskami – moich rodziców i naszą będę związana do końca swojego świata. I zamierzam zrobić wszystko, żeby nasze marzenie się spełniło:)


A jak już się spełni i będziemy starzy – Dubrownik czeka na nas:) 


Pozdrawiają

Rozmarzeni Adaś&Mama:)

Zobacz również

15 komentarze

  1. Czemu ja u Was jestem dopiero teraz??
    Idę czytać :D
    Jak pięknie i fajnie tam macie, w swojej rodzinnej przystani :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo my tu od niedawna! mamy pięknie i baaardzo to doceniamy:)

      Usuń
  2. Ważne, aby mieć swoje miejsce na ziemi, takie do którego się chętnie wraca nawet z najdalszej podróży.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny tekst! Wymieniłaś główne 3 miasta, które mnie ukształtowały :)
    Podkarpacie, Śląsk to moje miejsca rodzinne. Życzę Wam by marzenia się spełniły!
    Po majówce jeszcze tu do Ciebie zajrzę pobuszować ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczne te Wasze miejsce na ziemi :) Zazdroszczę takich widoków!
    PS. Jestem już na nowym blogu: http://maamaa-baalbinkaa.blogspot.com/ Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za zaproszenie, będziemy wpadać:)

      Usuń
  5. Znaleźć swoje miejsce i uparcie dążyć do zakotwiczenia się tam :). To także nasz cel, my z kolei chcemy opuscić Małopolskę na rzecz pięknego Polesia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam nas jeszcze nie było, a ponoć takie pięknie miejsce:)

      Usuń
  6. Cudowne miejsce na ziemi..do zazdroszczenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak pięknie opisany raj na ziemi <3 i jeszcze ta sielanka z całą rodziną!
    P.S. Dubrovnik mnie nie zauroczył. Chorwacja ma ładniejsze zakątki :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, raj na ziemi! ;)

      Usuń
    2. Jak to możliwe?! Przecież Dubrownik to najpiękniejsze miasto na świecie... My je pokochaliśmy miłością bezgraniczną:)

      Usuń
  8. Mmmmmm rozmarzyłam się Twoim wpisem :) Mam szwagra z żoną w podkrakowskich terenach (okolice Kalwarii), mają właśnie swój domek z pięknym widokiem na Kalwarię Zebrzydowską... Więc wiem, jakie piękne tereny tam macie :))) / Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak w całej Małopolsce;) Góry i pagórki to chyba ten sekret:) Pozdrawiamy:)

      Usuń