Nam też nic nie wisi!

By piątek, kwietnia 03, 2015

Wystarczyło zaledwie kilka dni, by Instagram został zalany fotografiami matek i ojców noszących swe pociechy w chustach i nosidłach ergonomicznych. Wystarczyła sekunda, byśmy do akcji ‘Nic mi nie wisi’ dołączyli i my. Dlaczego? O tym w dzisiejszym poście.
Zdjęcie: Wrap Your Baby

Blogerka i inicjatorka tej akcji – Matka Córek , chyba sama nie spodziewała się aż tak dużego odzewu. Hasztagi #nicminiewisi zaczęły pojawiać się na instagramowych profilach z prędkością światła. I słusznie, bo jest co promować i czym się chwalić.

Chustonoszenie to już znak naszych czasów. Wracamy do tradycji, do natury, do bliskości z dzieckiem. Noszenie dzieci idealnie wpisuje się w teorię rodzicielstwa bliskości, które (może nie ortodoksyjnie, ale jednak) staramy się uskuteczniać. Dlaczego właśnie ja podpisuję się pod akcją rękami i nogami? Bo noszenie dzieci jest po prostu… fajne! I dla nich i dla nas rodziców. Podkreślam jednak – POPRAWNE noszenie dzieci. Poprawne, czyli w chuście lub odpowiednio dobranym do wieku i rozwoju dziecka nosidle ergonomicznym. I nie ma w  tym temacie dla mnie kompromisów. Kropka:)

O ile z chustami większego problemu nie ma (odpowiednie ‘zamotanie’ dzieciątka rekomendowane jest już od urodzenia), o tyle z nosidłami już sprawa jasna nie jest. Nosidło wydaje się rozwiązaniem prostszym i sama przyznaję, że mnie motanie się w pięciometrowy kawałek szmatki dość mocno przeraziło. Na tyle, bym na kilka miesięcy porzuciła temat noszenia dziecka, by po tym okresie zakupić dla nas Tulę, czyli właśnie nosidło. NOSIDŁO. NIE WISIADŁO:)
Zdjęcie: Pinterest
Ale że co?! To jest w ogóle między nimi jakaś różnica? A jest, różnica ogromna. Nosidło w przeciwieństwie do wisiadła zapewnia dziecku szerokie podparcie dla ciężaru całego ciała. Mały brzdząc w siedzidle SIEDZI na pupie (jego nóżki odwiedzione są na boki – do pozycji żabki) a nie wisi na wąskim pasie krokowym. Dzięki temu kręgosłup dziecka nie jest wykrzywiany na boki a krzywizna pleców jest podobna jak podczas noszenia dziecka w chuście - czyli tak jak u maleństwa w brzuchu mamy, w kształt litery C. Dziecko przytulone jest do mamy niemal całą powierzchnią ciała, co zapewnia mu stabilność, wygodę i wiadomo - ciepło:) Bardzo istotny jest też fakt, iż w przypadku bezwładnego zwisania nóżek maluszka, jego kości biodrowe nie znajdują się w panewkach, a to prosta droga do dysplazji bioder (zapytany przeze mnie ortopeda zachwycał się możliwościami noszenia dziecka w ten sposób, przeklinając jednocześnie wszelkiego typu wisiadła...)


Wisiadło baby Bjorn a Nosidło Manduca - zdjęcie
Nie bez znaczenia jest też komfort noszenia – nie tylko dla dziecka, ale też dla rodzica. Maluch zwisający bezwładnie w wisiadle, nie czuje się odpowiednio zabezpieczony, często kurczowo trzyma się mamy. Koniec końców opiera się jednak na dość wrażliwych częściach ciała. Często więc próbuje się podciągać czy przechylać na bok, by po prostu sobie ulżyć. Mama nie ma wolnych rąk tak jak by chciała (i tak jak umożliwiają to nosidła ergonomiczne) lecz podtrzymuje dziecko rękami. Nie wspominam już tutaj nawet o dzieciach noszonych przodem do świata – tutaj bezmyślność lub niewiedza rodziców sięgają granic. Środek ciężkości dziecka jest przesunięty mocno do przodu, maluchowi dynda głowa, ręce, nogi. Mamie dynda maluch. Główka dziecka nie jest podtrzymywana w żaden sposób, kręgosłup znowu wyprostowany a nóżki nie odwiedzione na bok. Trzy argumenty wystarczą, żeby takiego nosidła nie kupować. Co więcej nie tylko narażamy kręgosłup naszej pociechy na szwank, ale jesteśmy na prostej drodze do zrujnowania swojego. 

Faktem pozostaje, że dobre nosidła ergonomiczne kosztują. Kosztują sporo. Patrząc na całą wyprawkową listę oraz wszelkie wydatki poporodowe stwierdzam jednak, że są 2 rzeczy na których oszczędzać nie warto - fotelik samochodowy oraz nosidło właśnie. Tu o zdrowie i bezpieczeństwo naszych pociech chodzi... Nowe nosidło to często koszt 500 zł, ale wybierać możemy spośród wielu marek: Mei Tai, Manduca, Bondolino czy wreszcie nasza Tula. Nie musi to być przecież produkt nowy - na allegro czy olx można znaleźć nosidła używane. Wiem, bo sama szukałam:)

W kwestii noszenie dzieci nie uznaję kompromisów. Moje nosidło uważam za najlepszy wynalazek ludzkości i nawet gdyby kosztowało pięć razy więcej - nie wyobrażam sobie bez niego życia. Kto wie, może następnym razem (mam nadzieję, że będzie następny raz:) przekonam się także do chusty i zaczniemy 'nosić się' dużo wcześniej:) Bo ja to po prostu uwielbiam:)



Z pozdrowieniami,
Mama Pana Adama



Zobacz również

2 komentarze

  1. My mamy Tulę, przy drugiej córce sprawdzała się świetnie, a akcja fajna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak Tula rządzi:) Na pewno będzie tutaj recenzja chwalebno-wielbiąca dla niej:)

      Usuń