Genetyczny tygiel

By czwartek, maja 21, 2015

Są nieoczywiste, często nieuchwytne, ciągle poplątane. Pokazują się na jeden moment w delikatnym uśmiechu raczkującego malucha lub w jego zmrużonych od słońca oczach. Plączą się te nasze geny niczym złośliwe chochliki, które co rusz płatają nam jakieś figle. Chowamy je od urodzenia i z większą lub mniejszą dumą przekazujemy kolejnym Istnieniom. A potem nieustannie o nich debatujemy…


Żywe srebro z tego mojego Bąbla. Ponoć ma to po mnie – nie usiądzie na minutę, nie poleży przez chwileczkę. Skakać? Biegać? Proszę bardzo. ‘Cała mama’ – wyrywa się tuż potem z ust dziadków. I na dowód wyciągają rodzinny album z poszarzałymi już nieco zdjęciami sprzed ćwierć wieku. Moje oczy, mój uśmiech, mój zmarszczony nosek… Tylko te uszy – ewidentnie sprzedał mu je tata:)

Zastanawialiście się jakie wasze dziecko będzie, gdy dorośnie? Co będzie robić, jaki będzie mieć temperament? Jak będzie wyglądać? Mi zdarzało się to zanim Adam przyszedł na świat. Teraz gdy już prawie rok jest z nami zdarza się to coraz rzadziej. Może cieszę się chwilą? Tym, że jest jeszcze taki mały, beztroski, z łobuzerskim uśmiechem? Przecież nie ważne jaki jest, kim będzie. To proste – będzie wspaniały i... mój:)

Gdy nasz Bąbel wrócił ze szpitala do domu, każda wizyta gości miała swój stały punkt – porównania. Debaty na temat tego czyje ma oczy, a czyje włosy. Że ziewa tak jak mama lub śpi jak tata. Nie dziwię się temu, nie wzbraniam przed tym. W małej niespełna trzykilogramowej istotce każdy chce znaleźć część siebie. Najlepiej coś, z czego jest najbardziej dumny.

Porównujemy nasze dzieci do nas samych już od urodzenia. Zastanawiam się ostatnio czy nie za często? Z drugiej strony pamiętam jedną scenę z dzieciństwa – gdy miałam kilka lat mój tata zabrał mnie ze sobą na kilka chwil do pracy. Pękałam z dumy już z samego faktu bycia z nim w tak ważnym miejscu. Pękłam z dumy na dobre, gdy koledzy taty stwierdzili, że mam jego czarne, gęste włosy i będę wysoka jak on. Cała ‘córeczka tatusia’. Dzisiaj moich włosów nie cierpię i z chęcią oddałabym komukolwiek połowę:) Uwielbiam za to, gdy ktoś komplementuje moje oczy porównując je do tych mojej mamy. To dzięki nim moja mama jest tak piękną kobietą. A ja te oczy lubię w całej ‘mnie’ najbardziej:)

Porównania ‘pozytywne’ wydają się być nieszkodliwe. Co jednak, gdy w złości wypomnimy dziecku, że jest leniwe jak stryj wuja Leona? Lub ponarzekamy po wywiadówce, że jest totalną nogą z chemii jak kuzyn siostry ciotecznej Anieli? Takie porównania niewiele wnoszą a mogą wyrządzić ogromną krzywdę. Skoro mama mówi mi, że jestem jak wujek i skończę tak jak on, to nie mam na to wpływu. A jeśli nie umiem tej matematyki, bo ona też nie umie, to po co mam się jej uczyć? To działa też w drugą stronę. To, że dziadek jest fizykiem, nie znaczy, że wnuczek nie może być poetą.

Spacerowałam ostatnio parkową alejką pchając przed sobą wózek. Słyszę jak jedna mama prawie krzycząc pogania swojego 7-latka, bo już są spóźnieni na zajęcia karate. Chłopak krzyczy, że woli zostać w parku i pograć w piłkę, bo przyszedł jego kolega z klasy. Niewzruszona mama ciągnąc go za rękę odburknęła tylko, że skoro jego tata chodził na karate to on też może a jak będzie marudzić to za karę będzie miał dwa razy więcej zajęć z francuskiego… Chyba zbyt często zapominamy, że geny to nie wszystko a nasze dzieci nie będą wierną kopią nas samych. Mają prawo być sobą i mieć swoje osobiste, niepowtarzalne cechy, swoje upodobania i zainteresowania.

Sama nie uniknę porównań. Nie widzę nic złego w stwierdzeniu, że A. jest wszędobylski jak mama, że na zdjęciach z dzieciństwa jest kropka w kropkę jak ja. Że uparty jest jak tatuś;) (Umówmy się, że jak mama też, ale ciiiiiii:)) Porównania do rodziców, rodzeństwa, dziadków budują naszą tożsamość, pozwalają się zakorzenić w jakiejś rodzinnej historii, w schematach, w których łatwiej nam żyć. Gdy maluch jest dumny z tego, że tata jest strażakiem to sam będzie do porównań dążyć. To nie znaczy, że musimy być tacy jak rodzice i że mamy wymagać tego od naszych dzieci. Może jak wszędzie tak i tutaj potrzebny jest do szczęścia umiar i złoty środek?


PS. A po latach da się polubić nawet te nieszczęsne włosy, których nie da się zakręcić, paznokcie, które rosną do góry a nie na wprost, piekielnie suchą skórę mamy i jej skłonność do wylewania łez. Tak, to właśnie moje geny:) 



Mama Pana Adama

Zobacz również

21 komentarze

  1. Fajne zdjęcia i wiążą się pewne z całą masą wspomnień :)
    Mój Filip ponoć podobny jest do taty. Cały czas szukam czegoś mojego ale niestety znaleźć si,ę nie da ;)
    Ps. Ja też chętnie oddam połowę moich gęstych kłaków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiele pamiętam z tych zdjęć:) Co innego moi rodzice:) Co do kłaków - może zaczniemy sprzedawać;)

      Usuń
  2. Jestem podobnego zdania, pozytywne porównanie są miłe dla dziecka i rodzica, nawet jeśli nie są prawdziwe ;). Za to te negatywne nie są potrzebne, nie wolno być do dla dziecka złośliwym.
    Franio jest podobny z wyglądu do mojego męża, do mnie nic a nic ;(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci tak szybko się zmieniają, że za rok może być zupełnie odwrotnie:) U nas też:)

      Usuń
  3. oj, aż mi się zachciało pooglądać stare zdjęcia ;) Często myślę, jak będzie wyglądało życie Antka... czasem boję się, czy dam radę go dobrze wychować.. liczę, że tak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja się dowiedziałam, że będę mieć syna to chwyciłam się za głowę, bo kompletnie nie wiedziałam jak się wychowuje chłopaka. To nie znaczy, że teraz wiem:) Mam nadzieję, że będzie po prostu szczęśliwy:)

      Usuń
  4. Moja córa to idento tatuś, więc nawet nie pomogą mi zdjęcia :D
    Zdjęcia przepiękne! Uwielbiam klimat starych fotek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Są takie... ciepłe:) Mogłabym oglądać bez końca:)

      Usuń
  5. Mnie najbardziej śmieszy jak od jednych słyszę, że córka to CAŁA ja a od drugich, że CAŁY mąż. Oczywiście, że ma coś z każdego z nas ;) /Justyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! U nas na początku było to samo! Teraz dopiero mówią, że do mnie podobny, a wcześniej co gość to inna opinia:)

      Usuń
  6. Aż miło popatrzeć. Wspaniałe wspomnienia na fotografiach utrwalone :) Ponoć moja córa jest podobna do mnie, również pod względem zachowania. Mój mąż się zawsze denerwuje jak tak znajomi mówią :D haha
    Pozdrawiam
    http://labarbaretta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas jest rożnie, rodzina twierdzi że żadne z dzieci nie jest do mnie podobne ja widzę duże podobieństwo. Najważniejsze że charakterki maja po mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Porównywanie dzieci do nas są nieuniknione. Na każdym kroku słychać jaki to syn czy córka cały tatuś czy mamusia. Ja zawsze jestem zdania że każdy jest podobny do siebie :-)
    Zdjęcia Twoje z okresu dzieciństwa-piękne! Sama mam mnóstwo zdjęć z dzieciństwa. Ja musze wydrukować zdjęcia swoich dzieci by później miały pamiątki na papierze :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Ja staram się regularnie wywoływać zdjęcia i wklejać do albumów. To będzie świetna pamiątka za kilkanaście lat:)

      Usuń
  9. Co każde spotkanie ze znajomymi czy rodzina i słyszymy do kogk podobny jest Antek. Oczywiście zdanka są różne... mogą mówić, że cały ojciec bądź cala matka. Nie ważne, dla mnie i tak jest wyjątkowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to przecież chodzi:) Żeby widzieć w swoim maluszku wyjątkowego człowieka:)

      Usuń
  10. Zaraz po urodzeniu Olusia był istny szał. Wiecznie tylko to ma z Ciebie a to z taty. Teraz na szczęście jest już spokojnie i Oli jest po prostu sobą. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas już podobnie:) Adaś został przeanalizowany wzdłuż i wszerz:) I jest już spokojniej. Pozdrowienia dla Was:)

      Usuń
  11. uwielbia chwile utrwalane na fotografiach, tak wiele dzięki nim pamiętamy

    OdpowiedzUsuń
  12. Ależ cudowne zdjecia! Ja uwielbiam wracać do starych fotografii, z okresu mojego dzieciństwa, bo było wspaniałe. Porównania to chyba nieodłączny element każdego odwiedzającego, przynajmniej u nas tak jest ;-) Nasza Zosia to cały tata. Szybka, wszedobylska, a rozkrzyczana jak mama :-P. A ja uważam, że bajbardziej podobna jest do siebie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie:) Przecież nasze maluchy to unikaty:)

      Usuń