BLW – 4 miesiące nauki pod lupą

By piątek, czerwca 26, 2015

Pamiętacie jak we wpisie ‘O raczkującym BLW’ wspominałam o tym, że mój syn to prawdziwy mlekopij? Zaskoczę Was! Nic się w tym temacie nie zmieniło:) No poza tym może, że są dni kiedy mój poziom frustracji sięga zenitu. Za nami już ponad 4 miesiące stosowania BLW a w dzisiejszym wpisie o naszych rezultatach i nieco subiektywnie – o plusach i minusach metody. Zapraszamy:)


Gdzieś kiedyś przeczytałam, że niemowlę, którego rodzice trzymają się mniej lub bardziej zasad BLW po ukończeniu pierwszych urodzin, powinno już potrafić zjeść samodzielnie posiłek. Cóż, jeśli właśnie zjedzenie posiłku uznałabym za wyznacznik sukcesu w żywieniu mojego Bąbla tą metodą to… odnieśliśmy spektakularną porażkę:) Ale że w moich żyłach obok krwi płynie czysty relatywizm, to nie dam sobie wmówić, że ‘białe jest białe, a czarne jest czarne’ – jak mawiał pewien klasyk:) Adam zdecydowanie nie umie ‘ZJEŚĆ’ samodzielnie obiadu. Podejmuje jednak próby, by posiłki ‘JEŚĆ’, co dla mnie jest i tak dużym sukcesem:) A skoro już przy sukcesach jesteśmy to skupmy się na plusach metody, których z dnia na dzień dostrzegam coraz więcej.

PLUSY

- Dziecko próbuje JEŚĆ – Nie wszystko i nie zawsze, ale jednak. Jeśli postawię przed Bąblem cukinię, ziemniaka, kopytka, makaron ze szpinakiem, banana, mandarynki lub kiwi - istnieje duże prawdopodobieństwo, że weźmie kawałek do łapki, po czym wpakuje jedzenie do pyszczka. Jeśli postawię przed nim coś innego, reakcja zależna będzie od humoru, bólu dziąseł oraz chyba od samego produktu. Czasami zmiażdży coś w dłoni, czasami zrzuci na ziemię a ostatnim hitem jest budowanie stosiku z kawałków jedzenia w tym otworze, w którym stawia się kubek na tacce przy krzesełku do karmienia:) Niektórymi produktami gardzi wybitnie – chlebem, mięsem, jajkami pod każdą postacią, jabłkiem i wszystkim co ma płynną konsystencję (ale uwaga – gdy w ruch idzie łyżeczka i karmiąca mama to jogurt naturalny z musem owocowym wcina już ładnie).

- Dziecko lubi czynność jedzenia – Adaś nie jest zmuszany do jedzenia. Nie latam za nim z łyżeczką i nie wciskam mu na siłę czegoś, czego nie chce. Nie zmuszam też, by zjadł więcej niż ma ochotę. Je mało lub prawie wcale, ale dzięki temu wciąż jest zainteresowany tym, co leży na stole i nie krzywi się na widok obiadu, który ma zjeść.

- Poznawanie kuchni od… ‘kuchni’ – Mój maluch wie, że banana można zmiażdżyć w ręce, bo jest miękki i wie, że borówki trzeba złapać chwytem pęsetowym, bo inaczej wylecą z łapki. Wie, że placki ziemniaczane chrupią a szpinak jest wilgotny i się ciągnie. A ja uwielbiam obserwować jego miny, gdy wszystko to odkrywa i bawi się nowymi kształtami, konsystencjami i smakami.

- Wspólne rodzinne posiłki – U nas zazwyczaj we dwoje, ale od niedawna także jeden wspólny po przyjściu taty z pracy. Celebrujemy wspólny posiłek w spokojnej atmosferze. Siedzimy, rozmawiamy, a Adasio widzi, że rodzice jedzą to co on, a jemu pozostaje tylko prosty wybór – zjeść lub nie.

- Rodzice odżywiają się zdrowiej – No bo skoro już razem jemy to nie będę robić schaboszczaka czy bigosu no i nie zamówię też pizzy (No dobra, w weekend zamówię, w weekend zjem też karkówkę z grilla i popiję colą, ale wiecie – raz na ruski rok to można, nie?). W mojej diecie chyba nigdy w życiu nie było tylu warzyw, kasz, ciemnego pieczywa, ryb i owoców. I bardzo mi się to podoba, a dzięki temu motywacja do ćwiczeń jeszcze większa:)

- Gotowanie dla wszystkich naraz – Nie muszę przygotowywać osobnych posiłków dla malucha, bo najzwyczajniej w świecie dostanie to co my. Nie używam w kuchni dziwnej chemii, nie jem gotowych dań z paczki, za to przygotowuję potrawy z prostych i zdrowych składników. Dzięki temu wszyscy jemy z przysłowiowego ‘wspólnego gara’.

- Ulga dla bolących dziąseł – O tym, że Bąbel jest chłopcem, który postanowił chyba ząbkować całe życie już kilka razy na blogu wspominałam. Jego dwa zęby nie ułatwiają gryzienia pokarmów, ale gryzienie pokarmów ułatwia mu walkę z bólem dziąseł. Gryzie sobie więc zimną, twardą nektarynkę, a ja widzę, że przynosi mu to nieco ulgi. Jak swego rodzaju gryzak, tylko że zdrowszy:)

ANI PLUS ANI MINUS

- Bałagan – Jest i to nawet spory. Czasami odwlekam koniec posiłku, bo nie wiem za co się zabrać – za Młodego czy za całą resztę pokoju. Ale próbowaliście kiedyś nakarmić dziecko łyżeczką? Ja tak – efekt był jeszcze gorszym, bo do grona brudnych rzeczy i osób dołączyłam również ja:)

MINUSY

- (ZA) Wolna nauka jedzenia – Jak już ustaliliśmy A. sam posiłku nie zje. Podziubie czasami na tyle, że porcja mleka o którą się zaraz dopomina jest po prostu mniejsza niż gdyby śniadania czy obiadu nie zjadł. Ale są niestety takie dni, kiedy mój syn odmawia wszystkiego i kończy się na pięciu butlach mleka dziennie, zupełnie jak u noworodka. Zazwyczaj jest to związane z ząbkowaniem i ja to rozumiem, bo po 15 latach wyżynania się moich ósemek też już wiem, że wtedy najlepiej smakuje woda i koktajl owocowy – koniecznie zimny. Ale wiecie – marzy mi się już, żeby to moje dziecię zjadło chociaż raz pełną porcję swojego obiadu. Czy się doczekam? Wciąż tego nie wiem…

- Marnowanie jedzenia – Niektórzy mówią, że BLW to oszczędność, bo nie trzeba kupować słoiczków ani też osobnych produktów na zupę specjalnie dla dziecka. Może i tak, ale czy ktoś policzył to całe jedzenie, które ląduje na podłodze? I to, które zostanie wymamlane i już nie nadaje się do niczego? W takich chwilach marzę o dużym psie – zaoszczędziłabym przynajmniej na jego karmie. Tak naprawdę jestem w stanie sporo zjeść z ‘resztek’ A., które pozostają na stole, ale czasami te resztki leżą już na parkiecie i wtedy jakoś tracę ochotę:)

- Mleko, mleko, mleko – Ponieważ daję Adasiowi wybór w tym, co je a on je sam to, co chce, to w rezultacie prawie w ogóle A. nie jest karmiony łyżeczką. Bo jedyne co zje w ten sposób to wspomniany już jogurt lub Bieluch z owocami. Zupami gardzi, także gdy podaję mu je w kubku Doidy, z którego przecież pięknie pije wodę. Tak więc jego dieta ogranicza się wciąż przede wszystkim do mleka. I póki co wiem, że roczne dziecko ma jeszcze do tego mleka sporo praw. Ale czy to się zmieni za dwa miesiące? Za pół roku? Czasami mam takie wizje 18-letniego Adama z butlą w rękach – tylko nie taką malutką, a taką wielkości wody mineralnej ze smokiem na końcu:) Zwariowałam? Przecież mój Bąbel już nie raz udowodnił, że potrafi być oryginalny:)

REASUMUJĄC


Bobas lubi wybór – mój zdecydowanie. My wyboru metody rozszerzania diety dziecka za bardzo nie mieliśmy. A. zrażony dietami eliminacyjnymi alergologów miał duże problemy z zaakceptowaniem faktu, że można jeść coś innego niż mleko. I w sumie dalej chyba ze swoimi przekonaniami walczy:) Ja walczę z tragicznymi wizjami dorosłego faceta ciumkającego butelkę i z narastającą frustracją (na szczęście tylko czasami), gdy widzę, że znowu mój pyszny łosoś w ziołach lub naleśniki z truskawkami lądują na podłodze. Ale wiecie co? Dzięki Adasiowi i BLW odkryłam w sobie nowe pokłady cierpliwości i jakiegoś wewnętrznego chillu. Zaufałam mojemu dziecku i póki co mam wrażenie, że się na tym nie przejadę. Potrzymacie kciuki za nas? Przydadzą się w tych codziennych bataliach. W starciu ADAM vs JEDZENIE - do przerwy 1:1 :)

Kibicująca własnemu synowi,
Mama Pana Adama:)

Zobacz również

29 komentarze

  1. Haha :)
    Lilka też była mlekopijem - teraz też mleko uwielbia i się sama upomina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Cały czas mam nadzieję, że kiedyś mój syn będzie się też jednak upominał o inne pozycje w menu, które mu oferuję:)

      Usuń
  2. U nas ostatnio były poznawane truskawki jedzone prosto z krzaczka :) Tylko nie wiem dlaczego Filip bardziej chciał zjeść liście niż owoce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to może powiesz mi czemu Adam ma opory przed nowymi produktami, skoro z chęcią nakarmiłby się stokrotkami w ogródku dziadków? Raz w kawiarni miał pomysł, by sprawdzić jak smakuje (o zgrozo!) porzucony w kącie pet... I wyjdź tu gdzieś z dzieckiem, będą myśleć, że głodne:D

      Usuń
  3. Trzymam kciuki mocno, mocno! :) Ja po dwóch miesiącach prób podania zupki byłam załamana. Właściwie już stwierdziłam, że się poddaję, gdy wtedy wszystko się zmieniło i córcia zaczęła jeść zupki. Karmimy się łyżeczką, bo BLW mi się nie podoba. Oczywiście chodzi tylko o mnie, podziwiam matki, które mają cierpliwość do tej metody. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas nie było siły, która by przekonała Adasia, że łyżeczka to nie zło konieczne:) Stąd BLW. Jakie przyniesie rezultaty? Będę oczywiście relacjonować na bieżąco:)

      Usuń
  4. Myślę, że powinnaś się martwić tym, że on ciągle je mleko. Ja nie mogłam się odzwyczaić od mleka mojej mamy. Do drugiego roku życia byłam przyssana do cycka :D A teraz normalnie wszystko jem, nie siedzę z butelką mleka w rękach, jak sobie w przyszłości swojego syna wyobrażasz. Więc spokojnie, ucz go, ucz, a w końcu będzie dobrze. Pozdrawiam i powodzenia z synkiem! ;*
    Bellatrix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Nie poddajemy się i cierpliwie czekam, aż mały zaskoczy o co cho:)

      Usuń
  5. Ja trochę mieszam. Córka (7,5 miesiąca) wcina zupki, które jej ugotuje, kaszki łyżeczką. Czasem daję jej coś do rączki i niestety więcej jest zabawy, rozgniatania, bałaganu niż jedzenia. No ale chyba takie są uroki tego BLW.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. To jeszcze dodam tylko: oczywiście główny posiłek to i tak moje mleko, które czasem je nawet co 2 godziny. Trochę mnie to przeraża, czy wszystko ok, ale przybiera na wadze, innym jedzeniem nie gardzi więc nie powinnam się chyba martwić?
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podstawą żywienia dla każdego dziecka do roku jest mleko, nie ważne czy jest na BLW czy na zupkach i kleikach. Przecież ośmiomiesięczniak to jeszcze taki maluszek:) Niech sobie je na zdrowie:D

      Usuń
  7. Fajnie to podsumowałaś :) w sumie nigdy nie myślałam, że przez blw marnuje się jedzenie, ale coś w tym jest, w końcu tyle jest porozwalane i nadaje się do śmieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo! Jeszcze to co nie tknięte zje mama lub tata, a to co wygląda jak krowie z gardła wyciągnięte... no śmieci i już. Jak ktoś mieszka na wsi to ptaszkom za płot może wyrzucić:P A ja co najwyżej sąsiadowi na balkon niżej:D

      Usuń
  8. My BLW nie stosowaliśmy, bo się bałam, dziś Julia je pieknie wszystko :)
    Ja z tych mam strachliwych, które od razu widzą duszące dziecko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się bałam bardzo na początku, ale A. pięknie sobie radził z wypluwaniem za dużych kawałków. Jednak jeśli dostawał zupę łyżeczką z jakimiś kawałkami to wtedy dopiero się zaczynał dławić. Gdy karmi się sam to nie mam takiego problemu już:)

      Usuń
  9. U nas przy jedzeniu takie pomieszanie, czasem karmię łyżeczką, czasem Hela sama je rączkami. Radzi sobie bardzo fajnie i dzięki Bogu ma spory apetyt. Jedynie arbuz jej ostatnio jakoś nie posmakował, co mnie dziwi niezmiernie :) Przecież to pyszności :) Trzymamy za Was kciuki mocnoooo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzię-ku-je-my!:) Przydadzą się na pewno:) Żeby mojemu Bąblowi tylko arbuz nie smakował... to bym była wniebowzięta:D Ale jest jak jest:) Może po prostu potrzebuje więcej czasu:)

      Usuń
  10. U nas króluje metoda mieszana. Często Jaśmina sama je kawałki mięsa i marchewki, a ja jej łyżeczka podaję groszek. BLW na pewno nauczyło ją odkrztuszania, teraz nie stresuje się, kiedy je jabłko, bo wiem, ze zna swoje możliwości. Zgodzę się z Tobą, ze sporo jedzenia się marnuje. Ja często jem po Jasi;). Z mlekiem nie mamy problemu, czasem wydaje mi się, że w ciągu dnia ona nawet nie pamięta o tej możliwości. nie potrafi jednak zasnąć bez piersi, co nie ma u nas związku z zapotrzebowaniem na mleko ;).

    OdpowiedzUsuń
  11. U nas króluje metoda mieszana. Często Jaśmina sama je kawałki mięsa i marchewki, a ja jej łyżeczka podaję groszek. BLW na pewno nauczyło ją odkrztuszania, teraz nie stresuje się, kiedy je jabłko, bo wiem, ze zna swoje możliwości. Zgodzę się z Tobą, ze sporo jedzenia się marnuje. Ja często jem po Jasi;). Z mlekiem nie mamy problemu, czasem wydaje mi się, że w ciągu dnia ona nawet nie pamięta o tej możliwości. nie potrafi jednak zasnąć bez piersi, co nie ma u nas związku z zapotrzebowaniem na mleko ;).

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzymamy kciuki! Celnie wypunktowałaś BLW, u nas początki w kilku punktach bardzo podobne, też się często frustrowałam. Przede wszystkim podążaj za swoją intuicją. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się słuchać tej nieszczęsnej intuicji, pytanie tylko czy nie zaprowadzi mnie w jakiś ślepy zaułek...:)

      Usuń
  13. Moje dzieciaki jedzą same :D :D a to co zostaje zjada tata :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Tata! No jakże mogłam nie wpaść na ten pomysł:) Pamiętam z dzieciństwa, że mój też za mnie wszystko dojadał:P Może Tata Pana Adama też powinien po całym dniu w pracy dostać wieczorem michę pełną resztek syna:D

      Usuń
  14. BLW u nas wprowadzone było dość późno ale to niezwykłe ułatwienie... dziecko je samo i rodzice mogą spokojnie zjeść obiad, zamiast go karmić ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. U nas BLW mogliśmy wprowadzić dopiero po kilku miesiącach jedzenia łyżeczką. Więc Młody był już przyzwyczajony, że posiłek zapychał mu brzuszek, więc jak dostał możliwość jedzenia samemu to efekt jest taki, że teraz zjada 5 posiłków stałych i właśnie odstawia pierś. Ale on od zawsze lubił jeść, więc to chyba cecha indywidualna. No i też nie ma na nic uczulenia. A podobno dzieci przy BLW nie tkną tego na co mają uczulenie. Może dlatego u Was idzie trochę wolniej niżbyś chciała? Może ma uczulenie na coś czego jeszcze nie odkryliście?

    OdpowiedzUsuń
  16. :) Fajnie, że tak je (i pije mleko ;)) Twój mały. Trochę zazdroszczę... też miałam takie plany, ale jakoś mój niepokój o to, że Pola się zadławi zwyciężył. Niestety... Teraz tego próbuję, ale Pola nie za bardzo chce brać w rączkę, aby to później zjeść. Ale ja jestem cierpliwa. Będziemy się tego powoli uczyć. U nas też już króluje "dorosłe" jedzenie :) Powodzenia dla Was i nas. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Fajne podsumowanie.
    U nas przy obojgu stosowaliśmy BLW (choć nie jakoś fanatycznie dokładnie - niektóre rzeczy, które ze względu na konsystencję np jogurty, zupy kremy, jaglankę czy owsiankę dajemy łyżeczką)

    starszego synka (teraz 3 lata) sprawdziło się rewelacyjnie. Przy czym faktycznie zaczął jeść dla jedzenia (a nie dla smakowania) koło 10-11 mca. I potem szło coraz lepiej. Stopniowo odstawiał się od piersi, i przestawiał na ludzkie jedzenie. Wyszło idealnie, i bardzo naturalnie. Nie było nigdy problemów z apetytem, z grymaszeniem (no dobra, teraz trochę zaczyna), zajada praktycznie wszystko.

    Z córą tak łatwo nie było, pzez pierwszy miesiąc w ogóle nie była zainteresowana jedzeniem, tylko rozwalała wszystko na podłogę. Potem załapała i tez jest ok, choć jest bardziej wybredna niz brat, i z mniejszą ochotą próbuje.

    Powodzenia, na pewno będzie dobrze! Dzieciak ma instynkt i krzywdy sobie nie zrobi, ma prawo jeszcze woleć mleko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za komentarz:) Podniósł mnie na duchu i utwierdził w przekonaniu, że warto próbować:)

      Usuń
  18. Mój synek też alergik, ma 9 miesięcy a porcje je takie jak na początku rozszerzania diety. Karmiliśmy go łyżeczką, teraz podsuwam mu kawałki owoców i warzyw, bywa różnie. zastanawiam się, czy wprowadzenie BLW w tym momencie mogłoby pomóc? Czy to nieba późno?

    OdpowiedzUsuń