Zmotywowana niezmotoryzowana

By piątek, czerwca 19, 2015

Leje jak z cebra. A. odsypia częściowo nieprzespaną noc a ja zamiast spać z nim – radośnie uprawiam blogowanie. I tylko co chwilę ukradkiem spoglądam za okno. Czy tych chmur jest jakby mniej, czy tylko mi się wydaje?


Piątkowe plany.
Jak do 14 chociaż trochę deszcz nie złagodnieje to trafi mnie szlag. Dziś ambitny plan dnia uwzględnia oprócz prasowania sterty t-shirtów, ściągnięcia z okien (wreszcie) pourodzinowych balonów i ugotowania zupy szparagowej, kilka milszych elementów. Czekać ma na mnie w centrum miasta będzie koleżanka Justyna, która specjalnie poświęca swoje wolne popołudnie dla mnie i mojego Bąbla. Po kawie bez ciastka oczywiście (postanowienie takie mam, że skoro aktywność fizyczna wróciła do łask to i na ciastka do kawy nie spoglądam) chciałam kupić w Galerii Krakowskiej kilka rzeczy wymagających kupienia –  prezent dla jednej kochanej duszyczki, tusz do rzęs, bo się roztrzaskał spadając na podłogę już tydzień temu no i do tego jakieś zakupy żywnościowe we francuskim hipermarkecie. A na zakończenie przyjechać ma do nas mąż i ojciec w jednym i mamy pójść na kawę (dwoje z nas) i mleko (jedno pozostałe) w ramach piątkowego wyczilałtowania się gdzieś poza domem. Oczywiście bez ciastka.

Pozostaje jednak problem. Jak ja w taką pogodę dostanę się do centrum?

Ups.

Trauma bohaterki ‘tragicznej’
Cały Kraków, spora część Katowic i pół Podkarpacia wie, jak tragiczne boję się jeździć samochodem. Nie bez kozery używam tu słowa ‘tragicznie’. Niczym antyczna bohaterka ‘tragiczna’ zawsze mam jakiś wybór – ale zawsze jest on ‘tragiczny’.

Przecież ja od 5 lat posiadam prawo jazdy. Zdane w Krakowie za pierwszym razem, rzecz jasna. Zdołałam już przywieźć ze stolicy Śląska do stolicy Małopolski mojego męża, który po pracy postanowił zabawić z kolegami w katowickim ‘Garażu’. Zdołałam poznać na wylot trasę Kraków-Łańcut z czasów bezautostradowych, gdzie czas był dla nas bardziej łaskawy i bywaliśmy na wschodzie Polski przynajmniej co 2 tygodnie. Zdołałam nawet na zmianę z K. pomykać przez chorwackie ciasne tunele wracając z wakacji życia 2 (już!) lata temu. Ale to było kiedyś.

Do czasu! Wszystko dzięki jednemu panu busiarzowi, których ci u nas w Krakowie dostatek. No wymusił pierwszeństwo i wjechał niemalże w rozpędzoną mnie na Rondzie Matecznego (Matecznego się mówi! Nie ‘Matecznym’!) w Krakowie. Dziękuję, więcej nie wsiądę.

To już będzie ze 2 lata a ja samochodu nie prowadziłam. No chyba, że liczy się kierowanie zepsutym autem, gdy spycha go mąż na pobocze:) To co innego:) Zawsze prowadzi K. Ale uwierzcie mi, gdy tylko ktoś zbyt nonszalancko ścina zakręt lub za wolno hamuje zbliżając się do skrzyżowania – ja już zakrywam oczy, wstrzymuję oddech i stan przedzawałowy gotowy.

Komunikacja matki niezmotoryzowanej
Jak więc sobie radzę bez samochodu? No przecież świetnie! Na wylot znam trasy i rozkłady miejskich autobusów KZK GOP w Katowicach i MPK w Krakowie. Do tego dochodzi linia autobusowa firmy ‘Unibus’, którą zaiwaniałam w 9-tym miesiącu ciąży w piątkowe popołudnie z Katowic na uczelnię do Krakowa. Bo tak mi się podyplomowo zachciało dokształcać z dziecięciem w brzuchu.

Po porodzie też komunikacją miejską nie gardziłam. Mała zwinna spacerówka (o której tutaj - klik!) bardzo ułatwia sprawę wciskania się między ludzi w autobusie. Przygotowana na każdą ewentualność w telefonie zainstalowałam aplikację SkyCash, dzięki której każdy bilet kupić mogę przez telefon, ot tak jednym kliknięciem (więcej o niej o tutaj - klik!). Wystarczy jedynie doładować swoje konto dowolną sumą. A jeśli komunikacja zawiedzie lub A. nie bardzo jest skłonny do grzecznej podróży tramwajem – na wszelki wypadek w portfelu zawsze mam 20 zł na ‘taryfę’.

Zakupy? Wycwaniłam się:) Te mniejsze – wiadomo – robione na szybko po spacerze, w osiedlowym sklepiku. Te większe? W e-zakupy Tesco 24:) Z dostawą do domu 7 dni w tygodniu. Dostarczone w stanie idealnym, świeżutkie, nawet w niedzielę o 20 wieczorem, kiedy wracam od rodziców ‘ze wsi’:)

Radzę sobie więc wyśmienicie. Ale dzisiaj? Serio? Dzisiaj żałuję, że z moimi fobiami przegrywam ‘trzy do koła’. A wynik będzie tylko gorszy, gdy (mam nadzieję) w przyszłym roku przeprowadzę się na podkrakowskie ‘zadupie’ do wymarzonego domku na wsi. Ups.

Ups.
No ok. Zakupy przyjadą same, dziecko do szkoły zawiezie tata, do apteki po aspirynę też on wyskoczy. A ja? Późny powrót z korpo-pracy? Spotkanie z Gośką? Z Justyną? Z Anką? Jakaś komunikacja tam niby kursuje. Musiałabym dojść jakieś 25 minut po ubitej drodze (lub mniej ubitej w porze deszczu…) na busa pędzącego do centrum miasta. W szpilkach się nie da, ale kto powiedział, że w sportowym obuwiu nie można na miasto? Albo do korpo? Wyjazd na szczepienie z dzieckiem? Phi! Tula zawsze uratuje. Spocę się przy tym jak mops idąc pod górę na tego busa, ale przynajmniej fitness z głowy. Dla chcącego…

W sferze marzeń.
I tylko w takie dni jak dziś przeklinam tamtego bursiarza i tamten dzień. I to, że nie mogę zapakować siebie i A. do mojego pięknego miejskiego auta, które nomen omen czeka na mnie w salonie – tak, właśnie na mnie! Przecież z żadnym innym kierowcą nie będzie wyglądać tak dobrze jak ze mną! Żałuję tego, gdy K. cały dzień jest w pracy, a ja mogłabym wsiąść w samochód i pojechać do rodziców lub do znajomych i ich dzieci za miasto.

Ale gdy jutro wyjdzie słońce i znowu będę mogła znaleźć sposób na to jak dotrzeć do centrum – znowu znajdę wymówkę, by do samochodu jako kierowca nie wsiadać. Bo skoro da się inaczej?

Cytując więc na koniec klasyka: ‘-Z czego żyć? -Z przyzwyczajenia’:D, proszę o Wasze kciuki, by w końcu nad Krakowem przestało padać.

Wciąż na dwóch nogach, nie na czterech kółkach

Mama Pana Adama


Zobacz również

25 komentarze

  1. Ja w dniu kiedy odebrałam prawo jazdy (miałam wtedy 18 lat) wracałam z tatą ze starostwa. jechałam główną drogą i drogę zajęchał mi jakiś facet, który wyjechał z podporządkowanej ulicy z mojej prawej strony. Gdyby mój tata nie siedział obok i nie odbił ręką kierownicy, to pewnie też bym więcej do auta nie wsiadła.
    Aczkolwiek i tak przez bardzo długi czas zwracałam uwagę na auta dojeżdżające do skrzyżowania w momencie jak ja przez nie przejeżdżałam, bo mialam wrażenie że zaraz ktoś mi wyjedzie tak jak tamten facet :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja mam tak samo, jak widzę, że ktoś jeszcze nie hamuje a moim zdaniem już powinien, to już mam pietra:)

      Usuń
  2. Strach ma wielkie oczy dlatego nie daj mu się!
    Ja uwielbiam jeździć choć też się boję niektórych sytuacji na drodze.
    Jednak praktyka czyni mistrza. :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ten strach ma oczy dinozaura najpewniej:D

      Usuń
  3. Wiesz w tej kwestii rady nie mam żadnej, bo... nie posiadam prawa jazdy. Tak szczerze to dobrze mi z tym. Mieszkam w małym miasteczku i wszędzie dojdę piechotą a na dalsze podróże zawsze wybieram się z mężem co z auta najchętniej by nie wychodził ;) Mąż i tata kiedyś próbowali mnie nauczyć ale ja źle się czuję za kółkiem i wiem, że to nie dla mnie. Jak to mówią nic na siłę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi prawko poszło tak sprawnie, że myślałam, że zaraz po zdaniu ruszę w miasto. Niestety nie było chętnych by mi użyczyć samochód do testów:D A potem było już coraz trudniej. A gdy się przemogłam i zaczęłam jeździć to po kilku miesiącach takie rzeczy się działy:)

      Usuń
  4. A ja nadal bez prawka.. mąż napiera... a ja jakoś niby chcę....a jednak..;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, ja też niby chcę a jednak...:) Wciąż na własnych nogach lub w autobusach:)

      Usuń
  5. Ja też jestem bez prawka i mi nie spieszno. Boję się po prostu i nie czuję się na siłach. Mam wrażenie, że moje miejsce w samochodzie obejmuje wszystko, tylko nie miejsce kierowcy. :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też! Ja też! Nie mam prawka... ;) Czyżby to był prawdziwy powód dla którego mieszkamy w najbardziej ścisłym centrum miasta? Hm... Nie, ja lubię mieć blisko, nawet mój mąż nie rusza auta przez większość czasu, wszędzie jest blisko na nogach, autobusy i tramwaje są ekologiczne (mnie spalin i te sprawy) a taksówki są tanie (w Łodzi są tanie, a ja się mieszka w centrum to wszędzie jest umiarkowanie blisko).
    Do prawka podchodziłam 6 razy, Łódź ma najmniejszą zdawalność w Polsce, albo jakoś tak... Nie mam sił wsiadać do elki na egzaminie kiedy widzę minę w stylu " i tak nie zdasz".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z egzaminem właśnie nie miałam problemu:) Zdałam gładko. Ale potem się prawdziwe życie zaczyna:D

      Usuń
  7. Nie wyobrażam sobie w ogóle życia bez samochodu. Ciągle gdzieś mknę. Po Krakowie oczywiście :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja z kolei jakiś czas temu wymusiłam pierwszeństwo na rondzie i zostałam mocno stuknięta z boku. Mea culpa. Najlepsze jest to, że ja go widziałam, tylko... właśnie nie wiem tylko co. Ale co tam, dalej jeżdżę, choć staram się już nie stwarzać takiego zagrożenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne, że się nie zraziłaś tak jak ja:) No i jakaś nauka jednak z tej stłuczki wypłynęła:)

      Usuń
  9. Zdasz i docenisz dobrodziejstwo jazdy samochodem. Przydaje się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do uważniejszego czytania:) Zdałam 5 lat temu:)

      Usuń
  10. Och jak ja Cię rozumiem.. tyle już razy sobie wmawiam, że muszę no przecież ile razy będę z M. jeździć... ale nic to tylko małe trasy jeżdżę. O mieście mogę zapomnieć.. a przecież już we wrześniu Misiek do przedszkola idzie i ja mam go wozić ;) Ale już się przyzwyczaiłam siedząc na miejscu pasażera hamować jak trzeba i łapać za rączkę, zamykać oczy... no po co zmieniać hehe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Przecież ja już się tak wpasowałam w fotel pasażera, że niemalże się do niego przykleiłam:P Bo bez żartów, że miałabym to zmienić:P

      Usuń
  11. Moje prawko jest na etapie odwleczone potem i chyba nigdy nie zmieni statusu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje leży zakurzone i jeszcze ze starym nazwiskiem:D No przecież z nieaktualnym dokumentem nie można jeździć, prawda?:D

      Usuń
  12. ;) Ale jesteś kreatywna... i jak uparcie potrafisz dążyć do celu.... same zalety ;) A tak na serio, miałam podobnie, tylko moje niejeżdżenie nie było spowodowane stłuczką, a po prostu dziwnym lękiem, który jednak przezwyciężyłam (nie jestem tak pomysłowa, jak Ty), albo lepiej powiedzieć: przezwyciężałam. Spróbuj, jazda samochodem znacznie ułatwi Ci życie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że ułatwi to pewna sprawa:) Ale póki co znalazłam łatwiejsze sposoby na organizację życia:) Boję się tylko, że po przeprowadzce już tak kolorowo nie będzie:)

      Usuń
  13. U mnie problem jest bardziej złożony. Prawko mam od ponad 10 lat. Przez pierwsze 6 lat jezdziłam ale autem z automatyczna skrzynia biegow, którego to auta już nie mam. Od 4 lat w ogóle nie siadałam za kierownicą, ale wczoraj się wkurzyłam i w poniedziałek idę wykupić jazdy w szkole i sobie przypomnieć to całe jeżdżenie, bo chciałabym wrócić za kółko i nie być zależna od tych zmotoryzowanych.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórym automaty ratują życie:) U mnie nie byłby wybawieniem żadnym, bo zmiana biegów nie stanowi dla mnie problemu. Raczej wszyscy dookoła na drodze:)

      Usuń