O kradzieży wózka.

By środa, lipca 01, 2015

Dzisiejszy tytuł mógłby sugerować dwa różne zdarzenia. Pierwsze – że to ja gwizdnęłam komuś dziecięcą brykę. Kto mnie jednak zna, ten wie, że nie przepadam za hazardem, ryzykiem, wszelkimi zakładami i niespodziankami. No przecież zupełnie nie moje klimaty. A kradzieże? Z pewnością do jakiejś formy ryzyka się zaliczają. Zostaje więc opcja numer dwa. Tak – mojemu synowi skradziono wózek…

Przeklęte szczepionki.
A mogłam zostać w domu. Adaś po wczorajszych szczepieniach był dzisiaj wyjątkowo śpiący w trakcie dnia. Zaliczył nadprogramową drzemkę we własnym łóżeczku, co nie zdarzyło mu się od przeszło pół roku. Stwierdziwszy, że pewnie na spacerze zaśnie znowu, zapakowałam Bąbla do wózka – naszego stacjonarnego X-landera XA (o niestacjonarnym i samochodowym Armadillo było już tutaj - klik!) –  i poszliśmy na spacer, chcąc korzystać z umiarkowanych warunków atmosferycznych, które w nadchodzących dniach mają być rzekomo saharyjskie i o wyjściu na zewnątrz ma nie być mowy. No przynajmniej nie w mieście. Pech chciał, że A. odechciało się spać…

Niezrażona tym faktem, skierowałam nasze kroki na plac zabaw do Parku Zaczarowanej Dorożki, który uchodzi z pewnością za jeden z bardziej ‘dzieciolubnych’ w okolicy. Lubimy go i my a przynajmniej lubiliśmy do dzisiaj. Tak – wózek wyjechał z parku prowadzony przez nowego pseudo-właściciela, podczas gdy ja, niczego nieświadoma, wpatrzona w swoje śmiejące się dziecko, oczywiście niczego nie zauważyłam. Nie tylko ja.

Zbrodnia doskonała.
Na placu zabaw tuż koło ogrodzenia zaparkowało około 20 wózków (no mówiłam, że miejsce jest super…). Osób oblegających plac było przynajmniej 2 razy tyle plus oczywiście wszystkie dzieci ‘niewózkowe’ z lub bez opiekunów. Gdy usłyszałam jakiś harmider i czyjeś krzyki dotyczące wózków stojących obok bramki wjazdowej, pomyślałam: znowu jakaś nawiedzona wariatka. Po chwili dotarło do mnie, że krzyczy coś o wózku, który ‘właśnie tu zostawiła i go nie ma’. No tak, z pewnością wyparował. No mówiłam, że wariatka. Krzyczy coś do tego, żeby sprawdzić czy wszyscy wszystko mają. No to poszłam sprawdzić i ja. Zonk. Wózka nie ma.

Ale jak to?! Przecież tu był! O tu stał! Podbiega do mnie ta ‘nawiedzona’ i okazuje się wcale nawiedzoną nie być. Dowiaduję się, że ma na imię Olga i przyszła na plac zabaw ze swoją 14-miesięczną Marysią. I stoimy jak wryte. Pytam dookoła czy nikt nic nie widział i może ktoś wziął wózek przez pomyłkę? Umówmy się w końcu, że takich jak mój jest jednak sporo… ‘Ale dwa?’- trzeźwo zauważył starszy jegomość z wnukiem u swego boku. ‘Myśl trzeźwo, kobieto’ – podpowiedział mi jakiś wewnętrzny głos w mojej głowie, z pewnością nie należący do mnie. Policja! Trzeba zadzwonić na policję!

Epicka historia z kobietami w tle.
Przyjechali już po 10 minutach. Pan dzielnicowy i jego kolega zaczęli spisywać nasze poplątane zeznania. Później wszystkich dookoła. No nikt nic nie zauważył.

W międzyczasie dociera do mnie, że jednak nie jestem aż taka głupia, skoro udało mi się nie zostawić w wózku torebki, kluczy, portfela i komórki. Na stracenie poszły natomiast parasol damski składany sztuk: 1, wybielacz do tkanin sztuk: 1, serki Bieluch sztuk:2 oraz bułki wieloziarniste z Awiteksu sztuk: 5.

Moje kalkulacje przerwało westchnienie dzielnicowego Marka, który poinformował mnie, że to nie pierwszy (o zgrozo!) taki przypadek w tym tygodniu. W poniedziałek 2 dni temu doszło do podobnego haniebnego przestępstwa pod żłobkiem znajdującym się nieopodal. Pech chciał, że żłobek wyposażony był w monitoring i widać na nim, jak wózki kradną… kobiety z dzieckiem. Pod żłobek podeszły matka z dzieckiem oraz najprawdopodobniej babcia chłopca i ni z tego ni z owego odjechały nowymi zdobyczami w stronę głównej ulicy. A co potem? Tego nie wie już nikt.

Być może to właśnie ja i Olga stałyśmy się ich nowymi ofiarami. Wiemy, że zaginione wózki to oprócz mojego wysłużonego x-landera także: Bebetto Nico (Olga) oraz Jedo Fyn i Mutsy Evo (żłobkowe mamy). Czy to przypadkiem nie najpopularniejsze wózki jakimi jeżdżą dzieci w Polsce? Czemu właściwie złodziej nie tknął stojącego obok mnie Stokke za 4,5 tys.? A dobrał się do tak ‘objechanego’ sprzętu? Pytanie zadałam ot tak w powietrze, ale pan Marek pospieszył z odpowiedzią: ‘bo może pani popularny model łatwiej będzie sprzedać na allegro w gąszczu innych używanych wózków’? No wiem. Pewnie ma racje.

Gorzka refleksja.
Pan dzielnicowy kazał czekać i sprawdzać internetowe ogłoszenia. Oni też oczywiście będą pytać, szukać. Pan dzielnicowy powiedział też, że raczej nie ma się co łudzić. Wózków pewnie nie odzyskamy.

Tak po ponad roku skończyła się moja przygoda z pierwszą bryką Adasia. W drodze do domu rozryczałam się głośno. Nie dlatego, że to był najlepszy wózek świata, bo z pewnością nie był. Dlatego, że ktoś śmiał gwizdnąć sprzęt mojego dziecka, w którym podróżowało przeszło rok i z którym wiąże się tyle miłych wspomnień… I to kobieta - kobiecie? Matka - czyjemuś dziecku?! Po co i dlaczego? Jestem tym faktem oburzona chyba jeszcze bardziej niż samą kradzieżą... No bo jak można okraść dziecko?

Wspomnienie po X-landerze.
Pewnie są lepsze i solidniejsze wózki, pewnie są też dużo gorsze. Ja tego naszego ‘czołga’ lubiłam. To był taki typowy wózek wielofunkcyjny, zakupiony na allegro z jakiejś starej kolekcji, totalnie niemodny i totalnie tani. W wersji z gondolą sprawdzał się idealnie, w wersji ze spacerówką – no ‘prawie’ idealnie. Gdyby nie to opadające oparcie, z którego A. zjeżdżał i to nieprzekładane siedzisko – byłby z pewnością wózkiem bez wad. Radził sobie z prawie każdym terenem, zimą osłaniał od wiatru i śniegu, latem od słońca. Prowadził się jednym paluszkiem i podbijał z dużą lekkością. Miał nam służyć jeszcze przez lata, wyjeździć nie tylko Adasia, ale też jego brata lub siostrę. A tu kupa. Jak mówi mój mąż, biedy nie ma, bo mamy naszego ‘żółtego’. Armadillo będzie więc musiał rozszerzyć swój zakres działań i z wózka typowo ‘samochodowego’ przekształcić się w wózek do zadań specjalnych. Zobaczymy jak sobie poradzi.

A nasz x-lander? Pewnie znajdzie nowego właściciela. Mam jedynie nadzieję, że ktoś chociaż będzie z niego zadowolony. Czy ja kupiłabym go ponownie? Nie wiem. Może skusiłabym się na coś nowszego i porządniejszego? Może coś, czego nie gwizdną mi spod nosa na placu zabaw? Inna sprawa, że gdy będę się w przyszłości spodziewać drugiego potomka to będę już mieszkać na swoim wiejskim zadup… Ekhm. Na polskiej pięknej wsi:) A tam wiecie – potrzebna będzie porządna terenówa. 

Mój jedyny żółty wózku – ja cię proszę, nigdzie się już nie wybieraj i chociaż ty z nami zostań, bo inaczej z pewnością pójdziemy z torbami. Bąbel musi w końcu w czymś podróżować.



Okradziona i zawiedziona,

Mama Pana Adama. Bez wózka.

Zobacz również

36 komentarze

  1. Ale chamstwo! Okraść dziecko. No po prostu wierzyć nie mogę. Co za ludzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - przecież de facto nie zabrali tego wózka mi, tylko mojemu Bąblowi... I to właśnie mnie najbardziej wyprowadziło z równowagi...

      Usuń
  2. Masakra! Ludzie to mają tupet! I właśnie zdałam sobie sprawę, że czasami zostawiam portfel w torbie od wózka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to już nie popełniaj takiego błędu:D ja na szczęście zawsze miałam przy sobie, ale wolę nie myśleć co by było gdyby...

      Usuń
  3. Żeby matka okradała inne matki to już szczyt, jeszcze z wózka, co wiadomo przy maluchu jest niezbędne. Brak mi słów ;(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale nie tylko okradła malucha, ale też wykorzystała do tego swoje dziecko... Czy to nie jest przerażające, że ten dwulatek ma taką matkę i babkę?

      Usuń
  4. Tragedia ! Niektórzy ludzie to sa naprawdę świnie , żeby ukraść wózek i to matka z babką - kobiety ! Szkoda gadać . Jakby to mi się przytrafiło to pewnie cała torebka z dokumentami pieniędzmi itp poszłaby się ... Bo takie miałam głupie przyzwyczajenie , że zawsze zostawiałam ją w wózku .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja głupia myślałam zawsze, że ok - portfel ukradnie, komórkę też, ale wózek na co złodziejowi? I masz ci los...

      Usuń
  5. Strasznie Wam współczuję. Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się otrząsnęłam trochę i wychodzę z pierwszego szoku:) na szczęście mamy drugi wózek bo kupować teraz drugi to byłby kłopot...

      Usuń
  6. Bardzo mi przykro... W głowie się nie mieszczą mi takie historie. Ale potraktuję Twój wpis jako przestrogę. Okazuje się, że ostrożności nigdy za wiele. Trzymajcie się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak tak! Okazuje się, że nawet na placu zabaw pełnym ludzi nie można założyć, że wszyscy wszystko widzą.

      Usuń
  7. Bardzo przykra sprawa... O kradzieży wózków słyszałam już kilka razy - niestety zdarza się to ostatnio coraz częściej. Masakra. Sama zostawiałam na placu zabaw wózek i niby miałam go na oku, ale takim osobom wystarczy moment, człowiek się odwróci a oni to wykorzystują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nie słyszałam i stąd mój szok. Teraz chyba przywiązywać będę do płotu. Mój K. mówi, że trzeba zapinać na to zapięcie od roweru:D

      Usuń
  8. Nie do uwierzenia. Przykra sprawa i mam nadzieję, że sprawca poniesie karę. Przez myśl by mi nie przeszło, żeby pilnować wózka, kiedy jestem na placu zabaw. Co za fantazją, żeby kraść wózki... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantazja widać spora:D Ale też mi przez myśl nie przyszło, że ktoś w ogóle się do tego posunie. A nawet jeśli, to że na pewno zauważę. Przecież duży wózek to nie malutki telefon... Jak się jednak okazuję mogłam być bardziej czujna.

      Usuń
  9. To przykre. Co mogę więcej napisać? Jaki to wózek nie będzie, czy za 200zł czy za 2 tyś - żal jest. Ludzie są okropni, okradliby nawet bezdomnego, chorego. Złodzieje są bezwzględni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Przecież nawet wózki inwalidzkie kradną, to niby dziecięcego nie można?:D

      Usuń
  10. No chyba żartujesz ??
    Ale ludzie to mają wyobraźnię... Słyszałam o kradzieży różnych rzeczy, ale wózki ?! Bez jaj....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym żartować:) Ja już się pogodziłam z tym, że go nie odzyskam raczej. Teraz muszę uważać, żeby nie stracić drugiego:D

      Usuń
    2. Pilnuj jak oka w glowie ! :)

      Usuń
  11. No nie wierzę. Kopara mi opadła. Ja ostatnio byłam oburzona, że na naszym cmentarzu z dziecięcych grobików aniołki kradną, bo jak można dziecko okradać... Wózek wcale nie lepszy. Co za świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja powiem odwrotnie - wózek jeszcze ok, ale aniołki z cmentarza? To już nawet tam spokoju nie można bliskim zapewnić?! Skandal...

      Usuń
  12. Strasznie przykra sprawa...

    Wózki chyba trzeba przypinać tak jak rowery...

    OdpowiedzUsuń
  13. Kurde... Wspolczuje Wam, ja bym sie strsznie wsciekla. Na matkach zerowac..?! No, ludzie... :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety ja już słyszałam o kradzieżach wózków. Nawet o kradzieży samej torby (mojej kuzynce skradli) od wózka albo poduszki czy zabawki. Na co to komu? Ręce opadają. W Polsce bałabym się gdziekolwiek zostawić wózek, w Szkocji spokojnie od kilku miesięcy stoi na dole na klatce schodowej. Idę do kościoła, to zostawiam wózek przed kościołem. :) Najgorszym moim zmartwieniem jest to, czy nie zmoknie :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Współczuje wiem jakie to uczucie. Co to się dzieje z tymi ludźmi, gdzie ich sumienie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Co za historia! :( :( :( :( Ja również nienawidzę złodziei, kradzież to jedna z najgorszych rzeczy, którą człowiek człowiekowi może zrobić. Ale wózek matce i dziecku? Świństwo na maksa! Również ryczałabym z wściekłości. Ale dzięki, że o tym napisałaś. Ja nasz wózek (Mutsy Evo, także ten...) stawiam na placu zabaw i czasem goniąc za Matyldą odchodzę od niego o kilkadziesiąt metrów tracąc go ze wzroku. Raz czy dwa przeszła mi myśl o kradzieży, ale "gdzie by tam na placu zabaw takie rzeczy, przecież wózków w bród i same mamy wokół". Tylko, że ja taka mądra nie jestem w torbie zawieszonej na ramie mam zwykle mały dobytek: klucze, kase, dokumenty, telefon i często aparat. Jednym słowem byłoby pozamiatane. Będę teraz dużo ostrożniejsza!

    OdpowiedzUsuń
  17. o ja pierdziu! Zamurowało mnie! mnie to by okradł ze wszytsiego bo zostawiam zawsze w nim wszystko co mam. Noł łej! teraz będę pakowała klamoty do torby.
    Chamstwo! jak można coś komuś ukraść?!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja pierdziele...tego to nie słyszałam. Ludzie wszystko ukradną :/ i to matka matce...

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciężko jest mi zrozumieć jakąkolwiek kradzież, ale żeby okradać dziecko to trzeba być już zwyrodnialcem do potęgi. Nasz wózek od pół roku stoi na dole w klatce w bloku i nikt się nie połasił... Pytanie tylko czy mieszkam we fajnym mieście z fajnymi ludźmi, czy wózek jest do niczego :D

    Adaś uroczy!

    Pozdrawiamy z Gabrielem!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciężko jest mi zrozumieć jakąkolwiek kradzież, ale żeby okradać dziecko to trzeba być już zwyrodnialcem do potęgi. Nasz wózek od pół roku stoi na dole w klatce w bloku i nikt się nie połasił... Pytanie tylko czy mieszkam we fajnym mieście z fajnymi ludźmi, czy wózek jest do niczego :D

    Adaś uroczy!

    Pozdrawiamy z Gabrielem!

    OdpowiedzUsuń
  21. co za padalec ! każdemu kto kradnie powinny łapy odpaść OOO !

    Adaś słodycz !

    OdpowiedzUsuń
  22. Całe szczęście że mieliście drugi wózek, a torbę miałaś przy sobie! Współczuję takich przeżyć, nie mieści mi się w głowie że to kobiety kradną wózki :(

    OdpowiedzUsuń
  23. O mamo, co za historia! Nie lubię tego :(

    OdpowiedzUsuń
  24. Dżizas! Nie no, przegięcie! Ale też dobry wpis bo może w końcu przestanę zostawiać w wózku klucze, telefon i cały dobytek, kiedy popylam za Polą na placach zabaw i w parkach...

    OdpowiedzUsuń