Jak wspierać naukę chodzenia?

By czwartek, sierpnia 27, 2015

To chyba jakaś magiczna granica jest. Gdy nasze dziecko zaczyna chodzić, nagle wydaje się nam, że już jest dorosłe,  niemalże pełnoletnie i na pewno za kilka dni wyfrunie z rodzinnego domu. W końcu już 'prawie' wcale nas nie potrzebuje. Wyczekujemy więc tych pierwszych kroków, dopingujemy, a często też chcemy naszemu potomkowi w tej nauce pomóc. Jak?



Zanim swoje kroki skierujesz do jednego z tryliona centrów handlowych oferujących dziecięce akcesoria, zastanów się, czego na prawdę potrzebujesz, by pomóc dziecku nauczyć się chodzić. Chodzika? Jeździka? Pchacza? Szelek? Kasku? Tak, tak, wszystkie te akcesoria dostępne są na wyciągnięcie ręki. Jeśli nawet nie w Twoim mieście, to z pewnością w internetowym sklepie lub u znanej blogerki na zdjęciu w najnowszym wpisie.

Chcesz naprawdę wiedzieć, JAK WSPIERAĆ NAUKĘ CHODZENIA U DZIECKA?





Kurtyna!

Tak, tak:) Adam chodzi:) Od wczoraj:) Wstał i poszedł. Bo nie opłacało się 'schodzić do parteru', skoro od ławki do ławki w parku było tak blisko. A potem to już poszło. 5 kroków, 10 kroków, 30 kroków, cała alejka... W ciągu 15 minut opanował sztukę, której wcześniej spróbował zaledwie raz i to miesiąc temu. Hola, hola, czy na pewno w ciągu 15 minut?

To, że nam się wydaje, że nasza pociecha JESZCZE nie chodzi, nie znaczy, że chodzenia się nie uczy. No bo przecież od dawna siada, raczkuje, wstaje, obraca się na wszystkie strony, podnosi ciężkie zabawki, wreszcie chodzi wzdłuż mebli, przestawia krzesła przy stole, pcha swój wózek, a gdy próbujesz mu tego zabronić, bo już musicie iść do domu, to robi awanturę na pół parku, sprowadzając na swoją matkę 40 par oczu. Bo musi dać znać, że robisz mu krzywdę przecież.

Czy potrzebne nam są dodatkowe gadżety w postaci kolorowych, grających jeździków-pierdzików, szelek czy (o zgrozo!) kasków? Nie wiem. Nam dzięki Bogu potrzebne nie były. Może to kwestia cieńszego w ostatnich czasach portfela a może filozofii minimalizmu, która jakoś ostatnio staje się mi bliższa?

Dałam czas Adamowi. I zamierzam dać mu czas na każdą inną, żmudną naukę, która przed nim. Niech żyje błogie dzieciństwo:)



Dumna Mama Pana Adama:)

Zobacz również

30 komentarze

  1. Jestem tego samego zdania! Na wszystko przyjdzie czas i nie ma co na siłę tego przyspieszać!
    Gratulujemy Adasiowi nowej umiejętności jaką jest sztuka chodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adaś pięknie dziękuje:D I zgadzam się - na wszystko jest w życiu czas, a nachodzić się jeszcze zdąży:D

      Usuń
  2. Racja wszystko w swoim czasie :) Dziecko samo musi "dorosnąć" do nowej umiejętności :) Gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogromne gratulacje!!
    Co do wspierania nauki chodzenia, ja mam w domu pchacz. Kupiłam używany i sprawdza się świetnie, ale jako zabawka grająca. Swojej pierwotnej funkcji właściwie nie spełnia, Nadia kilka razy przy nim szła i to przez przypadek. Ale jakbym miała znowu go kupić, nie zawahałabym się. Wszystkie duże grające zabawki są ulubionymi zabawkami mojej córki. :) Czyli pchacz jako zabawka grająca - tak, ale już jako wspomagacz nauki chodzenia - nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mało znam dzieci, które rzeczywiście pchacza używały w słusznym celu:D Zazwyczaj upatrują sobie jakiś inny przedmiot:D U nas były to krzesła, wózek, mama... Dosłownie! Do tej pory A. przychodzi i mnie popycha, żebym szła:D

      Usuń
    2. U nas sprawdza się kosz na pranie i suszarka pionowa do prania. :)

      Usuń
  4. My mamy pchacz, w spadku po moim siostrzencu. Interesujący, bo szczeka, a nasza Gwiazda przeżywa psomanię;). Próby chodzenia zaczęły się wcześnie, JAśmina używała jako pchacza koszy, krzeseł i ten, który mamy okazał się zbawienny, bo przy nim przynajmniej w miarę bezpiecznie. Teraz stawia już sama kroki albo chce być prowadzona - wózek i noszenie na rękach nie są na topie. Zobaczymy, co dalej. Na razie czeka nas z tego wczesnego chodzenia wizyta u ortopedy, bo krzywo stawia jedną nóźkę. dlatego na pewno nie ma co przyspieszać, u nas wyszło mimowolnie :/.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adaś też nieco krzywo stawia stopy, ale po konsultacji z lekarzem jestem już spokojna:) Ponoć to dość fizjologiczne i niektóre dzieci mają prawo krzywić nóżki do około 2-go roku życia:) Tak więc uszy do góry!

      Usuń
  5. Ja też jestem zdania że na każdego przyjdzie czas :) Nie ma co przyspieszać. Bo przecież co za różnica czy pójdzie w wieku 11 miesięcy czy 15 miesięcy.. Później i tak całe życie trzeba chodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie!:) Pewnie za rok czy za dwa będzie się tylko darł, że chce na rączki:D

      Usuń
  6. ojej cudowonie ! Brawo!
    U nas jak Antek zaczął chodzić i robił to niepewnie, to pomagało mu autko, które miało z tyłu taką rączkę. Trzymał się jej i szedł przed siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I też ładnie:) U nas krzesła, wózek, mama... Wszystko co da się poruszyć:D

      Usuń
  7. Gify mega! :D Gratulacje dla Pana Adama i dla wspierającej mamusi! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super Gratulacje, wyściskaj synka od ciotki :*
    Pamiętam każdy pierwszy kroczek mojej całej trójki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to rzeczywiście taki krok milowy w rozwoju dziecka:D

      Usuń
  9. Pewnie, że na każdego przyjdzie pora, ale to i tak przełomowy dla Was etap. Gratuluje wspaniałego sukcesu syna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, jestem zagorzałą przeciwniczką wszelkich gadżetów, które mają przyspieszać naukę chodzenia. Dziecko zaczyna chodzić wtedy, kiedy czuje się na to gotowe. Wszelkie przyspieszanie może mu tylko wyrządzić szkodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się:) Cierpliwość jak zawsze popłaca:)

      Usuń
  11. PS Oczywiście gratulacje! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas też niedawno ten sam sukces :)
    Jeżeli masz ochotę to zapraszam do zabawy :) Zostałaś nominowana ;)
    http://maamaa-baalbinkaa.blogspot.com/2015/08/maamaa-nominowana.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
  13. Popieram Cię w 100%, nam rodzicom często pali się do tego, by dziecko zaczęło chodzić. Sama wyczekiwałam na ten moment dosyc dlugo, podkręcana pytaniami rodziny "chodzi już??" ale Bogu dziękuję ze nie dałam się skusić na żadne wspomagacze. Zaufałam naturze i instynktowi mojego dziecka no i stało się, chodzi :) a teraz to nawet biega i uczy się podskakiwać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WOW:D Adaś póki co rytmicznie sprężynuje przy każdej możliwej melodii:D

      Usuń
  14. Myślę, że bez chodzika i innych bajerów też się można nauczyć chodzić- w końcu dawniej tego dzieci nie miały :D No i gratulacje dla synka :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratulacje !!!! Pamiętam jak moja córa nie chodziła i czekaliśmy na ten moment bardzo długo. A potem tęskniliśmy za czasem gdy pełzała. Teraz synek pełza i niech robi to jak najdłużej :) A jeżeli chodzi o akcesoria to nie kupowaliśmy żadnych poza pchaczem, którego i tak nie chciała. Najlepsze były półki i podpieranie ścian :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi wszyscy mówią, że jeszcze za tym pełzaniem i raczkowaniem zatęsknię:D

      Usuń
  16. Święte słowa :) Wszystko przyjdzie z czasem i nie ma co dziecka uczyć na siłę. :) U nas też wstał i poszedł, bez żadnych wspomagaczy, prowadzania. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Na każdego przychodzi czas, też nie wspierałam Franiabw nauce chodzenia. Za to szelki mamy i się przydają czasem na wycieczka w zatłoczonych miejscach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w takim kontekście to też bym może się na szelki skusiła, ale już przy samodzielnie chodzącym dzieciątku.

      Usuń
  18. Oklaski dla Adama! A teraz coś ode mnie: a ja tu miałam męża na pchacza namawiać - nie mogę mu pokazać tego tekstu - o nie nie, bo u znanej blogerki widziałam taki ładny pchacz z klockami!
    www.puffa.pl

    OdpowiedzUsuń