Noworoczne wejście smoczycy.

By wtorek, stycznia 12, 2016

W nowy rok należy wejść z przytupem. Z mocnym postanowieniem poprawy, żalem za grzechy roku ubiegłego i koniecznie z garścią noworocznych postanowień. I chociaż pewnie jestem ostatnią blogerką świata, która 12 dni po nowym roku publikuje poświąteczno-noworoczny wpis... To i u mnie nie było inaczej. W styczeń roku pańskiego 2016 weszłam wywarzając wszelkie możliwe drzwi. Istne wejście smoka smoczycy. 



27 grudnia. Wracasz do własnego ‘M’ po świątecznej, prawie tygodniowej tułaczce u rodziców i teściów. Liczysz na kilka dni spokoju po infekcji swojego potomka (który to w Wigilijną Noc, gdy reszta rodziny na pasterce, płacze i krzyczy kilka godzin, zapewne z powodu bólu gardła i zatkanego nosa). W twoim ‘M’ mąż składa orbitrek, który podarował ci pod choinkę, byś szybciej doszła do wymarzonej figury. Odkrywasz, że nie masz go gdzie postawić, wszak twój jeden jedyny pokój to przedpokój, salon, sypialnia, kuchnia, garderoba i siłownia w jednym. Robisz pospieszne przemeblowanie, jakby wcale na zegarze nie wybiła godz. 19 w poświąteczną niedzielę. Sąsiedzi na pewno ci wybaczą.

29 grudnia. Pan Kret zapowiada w prognozie pogody falę nadciągających skandynawskich mrozów. Jakiś układ baryczny zaciągać ma nad terytorium kraju powietrze o temperaturze 17 stopniu. Na minusie. Twoje lica przyjmują kolor zielono-fioletowy. Być może ma to coś wspólnego z faktem, że dwa dni temu właśnie wylali w twoim domu wylewki. Domu, który nie ma jeszcze kominka, kaloryferów, gazu, wody, a prąd ciągnie 200 metrów od uprzejmego sąsiada. Machasz ręką. Jakoś to będzie.

30 grudnia. Zjawiasz się na zaplanowanej kilkanaście dni temu wizycie u chirurga zabiegowego. Wycinasz znamię barwnikowe, zwane potocznie brodawką lub pieprzykiem, które przeszkadzało ci od lat, a odkąd posiadasz potomka najwyraźniej przeszkadza także jemu. Z trzema szwami w miejscu wycięcia i zaleceniami niekąpania się przez 4 dni wychodzisz z gabinetu. Na termometrze -5. Jak nigdy marzysz o gorącej kąpieli, wszak na co dzień preferujesz jedynie szybki letni prysznic.  Ot, ironia losu.

31 grudnia. Twój mąż ma wolne. Twój potomek robi sceny w sklepie meblowym, bo znowu nie pozwoliłaś mu kręcić się na krzesłach w dziale ‘domowe biuro’. Targasz go więc na rękach przez pół sklepu, bo akurat dzisiaj do taty iść nie chce. Akurat dzisiaj. Odpuszczasz i jedziesz na długi noworoczny weekend do rodziców. O 18 twój rodzinny doradca finansowy, jakiego posiadasz na podorędziu przypomina sobie, że właśnie dzisiaj kończy się promocyjna oferta na ubezpieczenie na życie, którym byłaś zainteresowana jakiś czas temu. Tłumaczy jak wypełnić wniosek, gdzie wysłać przelew i ucieka na sylwestrową zabawę. Godzina 21. Twój potomek śpi. Ludzie w całym kraju już po kilku głębszych przegryzają koreczki i inne sylwestrowe przekąski. Ty odpowiedzialnie konfigurujesz własną polisę ubezpieczeniową. Dobrze, że wystawiłaś alkohol na taras, niech się chłodzi, a ty może do północy się wyrobisz. Jesteś taka odpowiedzialna.

1 stycznia. Temperatura: -17. Wilgotność w budowanym domu:  poza skalą. Angażujesz męża, ojca i pół wsi do szukania po garażach kozy na drzewo, rury i wszelkich możliwych grzejników na prąd. Byle nie za mocnych, wszak fazy jeszcze w domu nie masz. Ot zwykły przedłużasz od sąsiada. Sąsiedzi nie zawodzą. Cały noworoczny weekend spędzasz doglądając wysychających wylewek, dokładając do kozy i zabawiając potomka, gdy Twój mąż wydaje kolejne złotówki na kolejne grzejniki w marketach budowlanych.

3 stycznia. Zaglądasz na rodzinne konto bankowe. Z dumą odkrywasz, że oto już teraz będziesz miała możliwość zrealizowania pierwszego noworocznego postanowienia – bycia bardziej oszczędną. Jeśli twój miesięczny dochód rodzinny rozpłynął się w 3 dni i przyjął postać czterech grzejników naftowych, dwóch kubików drzewa i trzech termometrów pokojowych… W sumie nie masz innego wyjścia.

4 stycznia. Twoje dwa kolejne postanowienia noworoczne odkładasz na później. Całymi dniami angażuje cię twój nowo wybudowany dom, który na szczęście odtajał. Nie masz czasu, by wejść na swój orbitrek. Nie masz czasu dokończyć swojej pierwszej spośród 52 zaplanowanych na ten rok książek. Postanawiasz poprawić się w swoich postanowieniach.


12 stycznia. Motywujesz się, by zaglądnąć na swojego bloga. Zastanawiasz się, jak to możliwe, że kiedyś miałaś tyle wolnego czasu, by bywać tu regularnie. Kończysz swoją pierwszą książkę i przejeżdżasz pierwsze 20 minut na orbitreku w czasie krótkiej drzemki potomka. Dajesz radę. Przecież jesteś smoczycą.

MPA

Zobacz również

9 komentarze

  1. ależ się u Was dzieje ! szok !

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam cię, ale uśmiałam się czytając twój post, choć tobie zapewne absolutnie do śmiechu nie jest.
    W moim budującym się już dłuuuuuugo domu podobno mają pojawić się okna, w sumie to już drugi raz jak mają się pojawić więc się tak zastanawiam czy teraz to już się pojawią czy do trzech razy sztuka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami mam wrażenie, że budowanie domu przekracza jakieś magiczne granice absurdu i ni z tego ni z owego rodzi się niezły czeski film:D Łączmy się w bólu i czekajmy na koniec;)

      Usuń
  3. hahahah smoczyca <3 jakież to prawdziwe..

    OdpowiedzUsuń
  4. ja jeszcze wczoraj myślałam o podsumowaniu roku także nie byłabyś ostatnia ;) a Ty przywitalaś Nowy Rok rzeczywiście z przytupem!

    OdpowiedzUsuń
  5. haha wiem, że Tobie do śmiechu nie jest, ale ja uśmiałam się, czytając — przepraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Matka, dajesz czadu! :D Widzę, że z wymarzonym domkiem u Was też kolorowo, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, ale wiesz - nadzieja matką budujących:D

      Usuń