Bąbla Giro d'Italia:)

By czwartek, września 29, 2016

Trochę to trwało. Musiały minąć ponad 2 lata życia we troje bym nauczyła się podróżować z Bąblem komfortowo. Tak, dobrze czytacie. Ów mały człowiek, który pół swojego życia spędził w samochodzie od początku nie miał z nami łatwo. Hartował się wiele miesięcy wyjeżdżając do mieszkających daleko dziadków. Może dlatego zdecydowaliśmy się na tak szalony pomysł, by z dwuletnim smykiem wyjechać na prawie 2 tygodnie do gorącej Italii. 2 tygodnie podróży, wszak siedzenie na tyłkach nie leży w naszej naturze. Jak się okazało – w naturze Bąbla również:)



Recepta na sukces? Nie wiem czy taką posiadam. ‘Włoska objazdówka’ marzyła się nam od wieków, ale nigdy nie było dobrego momentu, by marzenie spełnić. Nie znaczy, że ten był^^ Wakacje sfinansowane w dużej mierze z karty kredytowej muszą stresować niemniej niż próba zwiedzenia Włoch z niesfornym chłopcem, którego siedzenie w samochodzie wybitnie nudzi. O ile nie śpi:)

Do żadnych wakacji nie przygotowywałam się tak skrupulatnie, próbując przewidzieć każdy najmniejszy szczegół, który mógłby zaważyć nad naszym losem. Szczegółowo opracowane trasy przejazdów, adresy parkingów w większych miastach, na których chcemy się zatrzymać, noclegi w rozsądnej cenie nie rujnujące domowego budżetu, laptop z kreskówkami dla Bąbla, 47 resoraków  i 16 książek o autach, koparkach, pociągach i kotkach na czas podróży…

I…? Jakimś cudem się udało:) A. przejechał spokojnie każdy odcinek drogi, cierpliwie znosił korki, upał, zwiedzanie, jakby wiedział, że zostanie mu to zrehabilitowane łopatką i wiaderkiem w największej piaskownicy jaką do tej pory widział, kąpielami w morzu, podróżą kolejką linową, tramwajami, statkami i zabawą na kilku przydrożnych placach zabaw, czekających na niego przy autostradach. Bystrzacha!

Jestem z nas absolutnie dumna. Udało się osiągnąć idealny kompromis między naszymi potrzebami a potrzebami A. My zobaczyliśmy Wenecję, zachwycaliśmy się widokami Alp Julijskich i Dolomitów, wdychaliśmy morską bryzę na Wybrzeżu Rimini, zwiedziliśmy Bolonię, Florencję, Sienę i rozkoszowaliśmy się widokami cudnej Toskanii niespiesznie spacerując po niewielkiej miejscowości w samym jej sercu. A Bąbel? Przeżył wakacje życia biegając po plaży, skacząc po falach, pożerając kolejną Margaritę, grzebiąc w kamykach na przełęczach Giau i Pordoi, tuląc się do mamy w gorącym San Marino, leżąc na toskańskiej trawie i pałaszując lody lub wafelki po nich:) 

Ach! Niech żyją nasze wielkie włoskie wakacje!


Pozdrawiają jeszcze nieco muśnięci włoskim słońcem

Bąbel&Mama:)

Zobacz również

0 komentarze