Myśli potargane.

By czwartek, lutego 02, 2017

Siedziałam i myślałam. Nic nowego, wszak ostatnio myślę na potęgę. Tego dnia zdarza się to jednak wyjątkowo intensywnie. Moja natura melancholika wychodzi wtedy przed szereg i nie da się ukryć, że gładko przejmuje stery na przynajmniej kilka dni. Rok po roku.


-Mamuś! Bojek psa! Buta! Tu koła zieki! (Mamuś! Domek psa! Buda! Tu obok jeziora! przyp.aut.) 

Wyrwało się kilka słów z ust dwuipółlatka, ściągając jego rodzicielkę z chmury wprost na ziemię. Puzzle wszak ważniejsze niż jakieś tam błądzenie z głową w obłokach. 

-Dobrze Kocie, już układamy, tylko pójdę do kuchni po swoją kawę, zgoda?
-Tak, źgoda!

Za dużo kawy piję. Co roku więcej. Odkąd K. przyniósł z Lidla „Inkę” podpijam i ją, żeby oszukać kofeinowy głód przynajmniej częściowo podobnym smakiem. Po weekendowym świętowaniu ‘zbożowa’ to jednak zdecydowanie za mało. W głowie obiecuję sobie zdrowszy tryb życia:  mniej kawy, więcej soków, więcej wody. 

Wracam do puzzli z ciepłym kubkiem i nową dawką postanowień na kolejny rok. Nie, nie Nowy Rok.

Na 30 rok mojego życia.

***

Osobliwe te urodziny, ostatnie z ‘dwójką’ na przedzie. W zasadzie niczego mi w życiu nie brak i mogłabym tak z rozpędem wejść bez refleksji w kolejny rok. Szczęśliwy związek, zdrowy, cudownie niegrzeczny smyk, dom, który sobie wyśniłam i perspektywa zbliżającego się powrotu do życia zawodowego. A jednak jest inaczej niż zwykle. Może dociera do mnie, że coś się kończy? A może to już tylko magia liczb i społecznych szablonów, w które sama siebie wciskam?

Zadawaliście sobie pytanie, kiedy w życiu jest ten czas, gdy człowiek jest najbardziej szczęśliwy? Bardziej niż kiedykolwiek? Czy to dzieciństwo, czasy ogólniaka a może szalone studenckie imprezy na kilka dni przed poprawkową sesją? Czas spędzony w rodzinnym domu czy może pierwsze dni z narzeczonym w nowym mieszkaniu?

Ja już wiem. To teraz. To taki magiczny moment w życiu, gdy mogę powiedzieć że mam wszystko. Mam cudowną rodzinę, którą założyłam. I wciąż mam tę cudowną rodzinę, którą ktoś kiedyś dla mnie stworzył. Jestem jednocześnie mamą, a moja mama wciąż pełna sił bryka co weekend z małym Bąblem. Mam komplet. Czy mogłabym prosić los o coś więcej?

***

Osobliwe te urodziny, ostatnie z ‘dwójką’ na przedzie. Nie jestem na koncercie kapeli grającej alternatywnego rocka, nie piję piwa z chłopakiem nad Wisłą wypatrując policyjnego patrolu, nie spędzam śnieżnych ferii w górskiej chacie. A jednak jest dobrze. Jest idealnie. Nawet gdy zamiast białych gór jest smog w małej wsi pod Krakowem, gdy zamiast piwa jest kolejna już kawa, a zamiast ulubionej kapeli w uszach gra „Let me love you” Justina Biebera, wprowadzając mnie w niemałą konsternację. (Poważnie?! Teraz już tylko taka muzyka będzie mi się podobać?!^^) Może więc nie jestem jeszcze taka stara?;)

***

Zostało mi 365 dni na śpiewanie „Ja mam 20 lat, Ty masz 20 lat, przed nami siódme niebo!”
I tak też zamierzam:)

No i mam życzenie. Spełnienia marzenia. Tego jednego.


Happy Birthday to Me!:)

Mama Pana Adama. Wciąż 'dwudziestka'...;)

Zobacz również

1 komentarze